sobota, 8 stycznia 2022

Boomer w metropolis

 

Boomer w metropolis

(tak to o mnie)



"Proszę siadać, się nie wychylać, się nie opowiadać i łaskawie i po cichu i bez szumu i bez iskier wyp..ć"... "czy ty w ogóle coś rozumiesz?" - Bartek FISZ Waglewski




Cześć. Znowu nie pisałem. Tłumaczę się przed Wami, przed samym sobą. Nie pisałem, nie miałem czasu, a może i chęci. 




Międzyczasie powstało wiele ciekawych i inspirujących projektów muzycznych i nie tylko muzycznych. Powstały dwie rozgłośnie internetowe inspirowane dawnym programem radiowym, obydwie współfinansowane przez nas słuchaczy, Trzy pięć siedem to ci sami redaktorzy, ciekawe barwne postaci, niebanalne audycje, wszystko nowe, nowy świat. Tak...

Zapomniałem, zacząłem być boomerem, ... no właśnie. Za niecałe pół roku skończę 48 lat... Jestem boomerem. Zacząłem przygodę z późnym nauczycielstwem, moi uczniowie mogliby być moimi dziećmi , a może i w porywach wnukami - przecież ''lubię młodzież", "niezły dzban i stary dureń"... Taak. Wszystko się miesza, zatraca, nowe wszystko przychodzi, a stare nie chce odejść. Mieszkam w akademiku : boomer z dzieciakami po liceum, po dwadzieścia parę lat. 

Ok Boomer. Nie ucieknę od tego. Nie uciekam.

Dzięki boomerowemu radio odżywa we mnie nostalgia ale z pozytywną nutą młodego pokolenia, które przecież też będzie kiedyś boomerami, chociaż "młodzież jest nadzieją tego świata". Haha – to też słyszałem będąc w ich wieku.

Bartek Fisz Waglewski jest cztery lata młodszy ode mnie. Jest boomerem, wszyscy jesteśmy boomerami, wiecznie młodymi w naszych wspomnieniach, dzięki muzyce, dzięki emocjom.. a może i chu...wym skillom.

Nie wiem czy coś rozumiem ale spróbuję Wam opisać co usłyszałem po paru latach

bez muzyki. Stary boomer nadaje nową falę polskiej muzyki, tą co odkrył i odkrywa. 

Jest w nich tak kochana przeze mnie przestrzeń muzyczna , "muzyka jest moim narkotykiem" "muzyka nie pozwala mi się zestarzeć" jak i te słowa. Słowa silne, rzeczywiste, moje.

Waglewscy w wielu swoich projektach przemawiali do mnie, ale odkryty pod koniec zeszłego 2021 roku album "Ballady i protesty" to właśnie moja i pewnie nie tylko moja biografia, tak bardzo odzwierciedlająca fascynacje muzyczne, wielokrotnie tutaj przytaczane słowa Bartka Fisza są takie swoje, wyrwane z każdego z nas, ponadczasowe, Piotrek Emade świetnie prowadząc bity w Balladach i protestach podkreśla różnorodność i lekkość przechodzenia z jednej barwy do drugiej, zmiany tempa, połączenia instrumentów, wszystko gra lekko i wchodzi z tym jakże swoim wnętrzem, które znamy z podwórek, z domów, z samych siebie



Drogie/ Drodzy nie ma o czym mówić płyta broni się sama z siebie autentycznością i chyba tego mi brakowało ostatnio w muzyce, Dziękuję

Autentyczność? Taak: dalej idąc a raczej słuchając w internetowym radio trafiłem na Kaśkę Sochacką – muzyka tajemnicza, nostalgiczna odwołująca się do warstwy słownej.- oj jak bardzo potrzebowałem takich tekstów. "Niebo było różowe ...czyli tak wyglądał nasz koniec" – wiele i wielu z Nas taki stan przeżywało. Ten i kolejny utwór ( nie nie będę mówił piosenka).

"Ciche dni" to majstersztyk emocji ujętych w prostych słowach i delikatnym głosie Kaśki, a koncert wykonany na Męskim Graniu 2021 to arcydzieło podbite uczestnictwem Dawida Podsiadło. Mogę słuchać, zasłuchiwać, te emocje. Dzięki :D Nie wiem ile jeszcze przegapiłem...



Kolejnym potwierdzającym regułę artystyczną – że najwięcej tworzy się utworów po różnych perypetiach osobisto – uczuciowych – jest płyta "Miło wszystko" w wykonaniu Piotrka Madeja, chowającego się pod pseudonimem Patrick the Pan w utworze:  Nie chcę psa ;  Oczywiście oczywiście górę u mnie wzięła warstwa tekstowa, pod przykrywką lekkiej muzyki, świetne, proste teledyski, bez fajerwerków, za to z dużym naciskiem na odzwierciedlenie właśnie tekstu. Wiem już : jestem fanem Piotrka :D, w końcu mój imiennik, co z tego że z innego pokolenia, nie z boomerskiego.

Nie mówiąc o jednej z postaci teledysku. Też miałem psa.... Pokłony

Muchy chodziły a raczej latały za mną chyba już od 2006 roku, ale dopiero pod koniec 2021 roku doleciały, ale doleciały z hukiem. Z pierwszym bitem, uderzeniami no i znowu warstwą tekstową. Tekst rządzi!!! Niemożliwe, u mnie? Zawsze słuchałem małotekstowo, może czas na zmiany?

Jakby nie wspomniane już ukochane radio nie znałbym, jakbym nie powrócił do tego co lubię, zachwycam się. Można o życiu pisać milion tekstów, o miłości, o przemijaniu, o życiu. Muchy robią z tej muzycznej filozofii ciekawy pastiż, z dużą warstwą domyśleń, skojarzeń, metafor. Wszystko wtłoczone w lekką nutę muzyczną, zapętlającą się. Posłuchajcie sami : Szaroróżowe.

Redaktor Stelmach ma dryg nie od dziś to on wynalazł zespół Bluszcz. Ciekawe połączenia, świeża nuta, tego w radio nie grają... : parę kawałków można a nawet trzeba: Lamparty, Odra oraz Lasy prywatne. Polecam, fajna nuta łatwo wpadająca w ucho, niebanalne teksty życiowe, coś nowego, świeżego "u nas wszystko dobrze"

Na koniec też perełka, a w zasadzie już ikona, urodzona w 1992 roku (oj vs 1974 to ja boomer) Daria Zawiałow. Nie słuchałem wcześniej, nie znam ( o jaki wstyd) wcześniejszych dokonań Darii – nadrobię obiecuję :D. Co mnie skłoniło do sięgnięcia po Nią? Hmm. Radio 357

Dziękuję za Metropolis- świetny, świerzy bit, aranżacja. Po przeprowadzce do metropoli właśnie tak się czuję, tak jak Daria śpiewa, może dlatego tak do mnie przemówiła.


"Walę głową w mur, zamknięty tłum
Zwierzęcy folwark i król
W skrzydłach rośnie cierń, uderza w brzeg
Legion pustych serc Walę głową w mur, zamknięty tłum
Zwierzęcy folwark i król
W skrzydłach rośnie cierń, uderza w brzeg
Legion pustych serc"


Lepiej prędzej niż później. 

Tylko czy ją dobrze odbieram, czy jako boomer dobrze ją rozumiem? Nie wiem.

Podoba mi się. Dodałem do playlisty. 

Jeszcze umiem.

Piotr Marchewa






niedziela, 28 kwietnia 2019

Moje odkrycia cz.19 Tsi Gunz Fanfara Avantura


Tsi Gunz Fanfara Avantura

W życiu nie sądziłem że będzie mi się podobać muzycznie zespół złożony w głównej mierze z sekcji dętej.
Wiecie, pamiętacie pewnie (co niektórzy) liczne pochody z przeróżnych okolicznościach, z tą orkiestrą dętą na czele. Wiecie tamburmajor na czele, mażoretki lub bez nich jak w ostatniej drodze na cmentarzu. Generalnie takie mamy wspomnienia. No chyba że macie inne? Jestem ciekaw Waszych opinii..

Za namową znajomych, którym jestem zobowiązany podziękować, wybraliśmy się na festiwal folkowy : 4 strony Karpat odbywający się w niedalekich Gorlicach. Jako człowiek otwarty na nowe brzmienia, czy poszerzanie swoich horyzontów muzycznych nie mam żadnych uprzedzeń muzycznych.

Z wielkim zainteresowaniem obserwowaliśmy pierwszy zespół tego dnia, który wszedł na scenę. 6 panów ubranych jak faceci rodem z Bałkanów o oryginalnie dobranych pseudonimach artystycznych. Tsi Gunz Fanfara Avantura to : Mihai Krtanič Angello na saksofonie altowym, Zlatko Fetisz na saksofonie barytonowym, Mahala Melehovič Rai który grał na klarnecie, Dmytro Trubaci na trąbce , Don Tubescu oczywiście na tubie, Chleb Chlebarov na perkusji.

Jeśli ktokolwiek spodziewałby się repertuaru z licznych pochodów musiałby czuć się zawiedziony, a spora część słuchaczy (ze mną) była pozytywnie zaskoczona.
Otóż

Pierwsze takty zwiastowały lubiany przeze mnie kierunek : mieszanie stylów muzycznych. Gdzieś między jazzem rodem z Pink Freud (tak charakterystyczna zapętlona trąbka, która zdaje się prowadzić zespół) a nowoczesnymi brzmieniami bałkańskimi reprezentowanych przez N.O.H.A ( o obu zespołach już pisałem)
TsiGunzi to zespół – nie ma tu solówek, nie ma jakiegoś charyzmatycznego lidera. Wszyscy odgrywają swoje na swoich ulubionych instrumentach, dopełniając się i tworząc monolit, o który niektóre zespoły z innej górnej półki mogą pomarzyć. Wszystko tu współgra dosłownie i w przenośni. Perkusja, która może zdawać się nie pasować do koncepcji zespołu ale to tylko złudzenie optyczne, bowiem podkreśla tą dość charakterystyczną nutę.



Co mnie tak urzekło? Zapętlenia, które wprowadzają słuchacza w swoisty trans, są elementy psychodelii, triphopu, groove i jazzu.

Coś niespotykanego i niesłyszanego w komercyjnych stacjach radiowych. A to tylko sekcja dęta – ale nie nadęta jak sami mówią. Elementy wielu muzycznych zakątków: Turcji, Bliskiego Wschodu czy Indii. Według mnie sztuką jest stworzyć taką muzykę bez efektów specjalnych, bez elektroniki, bez tak cennych dla mnie gitar. Wydaje się to niemożliwe. A jednak!! Jestem pod wielkim wielkim wrażeniem tym bardziej iż jak głoszą legendy zespół powstał przez przypadek!!

Gdzieś w którymś kawałku pojawiły się oznaki tzw gęsiej skórki na rękach, świadczących o narastającym potencjale muzycznym zespołu.






Powiem jeszcze tak, każdy interpretuje tą muzykę jak chce, jedni słyszą gypsy, drudzy muzykę klezmerską. Nie sposób odmówić im racji. To wybuchowa mieszanka, wobec której nie można przejść obojętnie. Muzycy bawią się formą jaką wybrali bawiąc przy tym innych.


Dla mnie muzyczna bomba, która rozrusza każdego. Zgadzacie się??

Coś co trzeba szukać aby wysłuchać. Więc moi drodzy jeśli będziecie na jakimkolwiek festiwalu nie omijajcie nieznanych sobie terenów muzycznych bowiem niezbadane są niektóre tereny. Dodam jeszcze że niejeden z zespołów nie radzi sobie w krótkiej festiwalowej formie, ale nie ten zespół. To eksperyment muzyczny, który niech trwa jak najdłużej!

Pozdrawiam iście dęcie :D

Piotrek Floydomaniak Marchewa Wszędobylski

na koniec parę zdjęć własnej produkcji komórkowej















niedziela, 16 kwietnia 2017

Moje odkrycia cz.18. GORILLAZ

Hej hej

Kojarzycie pewnie charakterystyczne kreskówkowe teledyski z czterema dziwnymi typami??



Tak tak to utwór Clint Eastwood grupy Gorillaz, który podbił uszy i oczy wielbicieli wszelkiej dobrej w tym niesztampowej muzyki. Klip pochodzi z 2001 roku, a sama grupa datuje swoje początki rok wcześniej.

źródło :[http://www.allmusic.com/artist/gorillaz-mn0000664770]
Kim są te cztery tajemnicze postaci i co grają od ponad 15 lat!!?
Do tej pory Gorillaz pojawił się osobiście tylko parę razy na scenie, działają jako zespół wirtualnie.
Skład:
  • Damon Albarn
  • Jamie Hewlett
Wirtualni członkowie:
  • 2-D – wokal, keyboard
  • Noodle – gitara akustyczna
  • Murdoc Niccals – gitara basowa
  • Russel Hobbs  perkusja

Co grają? Nie muszę przecież Wam mówić, że uwielbiam mieszanie gatunków muzycznych i schematów. Gorillaz doskonale wpisuje się w "moją" muzykę. To kompilacja rapu alternatywnego , rocka alternatywnego, indie rocka, elektroniki, trip hopu i tego co się chce usłyszeć. 
Dlaczego ich słucham?
Panowie są indywidualistami, od wielu lat wypracowali sobie indywidualny styl, który pozwoli fanom rozpoznać ich po pierwszej nucie, nie dają się zaszufladkować, tworzą nowoczesny zespół, który korzysta z nowoczesnych form przekazu, trafiając do różnych pokoleń muzycznych. 
Charakterystyczne teledyski to opowieści, z życia fikcyjnego lub prawdziwego członków Gorillaz. 
W 2006 roku szturmem zdobyli publiczność podczas tourne Demon Days promujące płytę pod tym samym tytułem.Gorillaz podczas tej trasy grali zasłonięci kurtyną przepuszczającą światło. Słuchacze widzieli tylko ich cienie. Mimo, a może dzięki temu zostali pokochani przez publiczność!! Polecam wydane w Polsce dvd z  Manchesteru.

Źródło :[http://www.gorillaz-unofficial.com/manchester/index.html]

To teraz polecimy z płyty: Dirty Harry ? mówi Wam to coś? 

Ciekawostką jest to że Gorillaz nagrał całą płytę ał nagrany we własnym studiu zespołu Kong Studios. Mógłbym opublikować wszystkie klipy zespołu, ponieważ wszystkie teledyski mają to coś, coś co wpada w pamięć. 

Od premiery Demon Days minęło parę lat zanim Gorillaz wydało następny, trzeci album "Plastic Beach" charakteryzujący się wpływem słynnych muzyków. Na płycie można usłyszeć : Mos Def, Snoop Dogga, Micka Jonesa czy Bobbego Womacka,
Zespół jak zwykle porusza w niej życiowe kwestie, tym razem jest to ekologia oraz szeroko pojęty konsumpcjonizm - co już zapowiada okładka:

Źródło: [https://en.wikipedia.org/wiki/Plastic_Beach#/media/File:Plasticbeach452.jpg]

Posłuchajcie z tejże płyty: 

tytułowy: 


stylowo przy Stylo :


Trzeba dodać że patrząc na te teledyski dochodzi się do wniosku, że ich twórcy musieli spędzić wiele wiele godzin pracy przy komputerach aby uzyskać TAAKI!! efekt. Przyznacie sami?

Może cofniemy się na chwilę do pierwszego albumu? Tomorrow comes today? Proszę bardzo:

Muzyczne koło Gorillaz możemy na razie przymknąć nowym utworem z nadchodzącej płyty:


Podoba się? Muzyka i teledysk jak zwykle wbijają się w pamięć

Z niecierpliwością czekający

Piotrek Floydomaniak Marchewa Wszędobylski

czwartek, 26 maja 2016

Moje odkrycia cz.17. Röyksopp. Elektroniczni czarodzieje z Norwegii

Cześć!

Tak jak Wam obiecałem, że kiedy będę miał czas lub/i będzie brzydko na dworze siądę i opowiem o takim zjawisku muzycznym, które kiedyś odkryłem a teraz jest bardzo bardzo popularne.

Wszystkie niemal stacje radiowe na swoich falach prezentują, bodajże hit tego lata w wykonaniu duetu norweskiego Röyksopp pt "Here She Comes Again" . Całkowicie się zgadzam, że kawałek jest pobudzający, romantyczny, lekki i w ogóle. Posłuchajmy jakby jednak ktoś nie znał:


 Röyksopp  w składzie : Torbjørn Brundtland i Svein Berge

[źródło:http://royksopp.com. Official website)

to nie zespół jednego przeboju, czy jednej piosenki. Warto a nawet jest wskazane sięgnąć po historię tego duetu oraz wcześniejsze przeboje. 
Pozwólcie że przybliżę swoją historię poznania muzyki Röyksopp : to były czasy kiedy oglądałem jeszcze telewizję i gdzieś kiedyś zobaczyłem ten teledysk 




"What Else Is There?"   ta wbiło mi się w pamięć, że zapragnąłem posłuchać czegoś więcej, myśląc, że pozostałe utwory utrzymane są w podobnym klimacie. Zanim przejdę do omawiania płyty "The Understanding" ciekawostka związana ze zjawiskową dziewczyną w ich teledysku:
Teledysk jest nakręcony z udziałem modelki Marianne Schröder, gdy w rzeczywistości śpiewa Karin Dreijer Andersson (współzałożycielka "The Knife")

No dobrze, teraz o ich drugiej płycie, przez którą według mnie wypłynęli na szersze oceany. Posiadając już "The Understanding

[źródło: https://en.wikipedia.org/wiki/File:Royksopp_-_The_Understanding.png]

nie mogłem oderwać się od tego klipu w głowie i tego głosu do złudzenia przypominającego klimatem Björk. Parę razy przesłuchałem tą płytę bez szczególnego entuzjazmu, ale parę miesięcy później zakochałem się w niej bez pamięci. Oto inne utwory z tej płyty, które warto przesłuchać:
No i mam kłopot - nie umiem wybrać. Zapuściłbym Wam całość, ale są jeszcze inne albumy czarodziejów. 
Na początek :



następnie :

kawałek, który mógłby być wstawką do niejednego filmu :


a może spodoba się Wam : 


na uwagę relaksujący nas, wbrew nazwie utwór:


i troszkę powagi, nostalgii, smutku :


bo to ostatni utwór na tej znakomitej, genialnej płycie.

następne ich wydawnictwa płytowe, które w równej mierze sięgają geniuszu "The Understanding" to "Senior" z 2010 roku gdzie równie dobrze mógłbym rekomendować całą płytę, której słuchanie dla mnie jest czystą przyjemnością. Sam tytuł pierwszego utworu mówi za siebie :


są i energetyczne kawałki :


zaś "The Alcoholic" przebrzmiewa motywami z francuskiej elektroniki zespołu  Air :


uwielbiam :

a może coś w takim stylu:


Mógłbym tak bez końca.... w końcu czarodzieje bo tak ich nazwałem. Posłuchajcie sobie w domu na spokojnie....

Oczywiście zamykając okrąg wracamy do płyty, z której jest aktualny hit radiowy ""Here She Comes Again : "The Inevitable End‎" z 2014 roku. Co my tu jeszcze mamy i co wpadło w me ucho:

trochę transowe



oczywiście nie może tu być bez przeboju z zeszłego roku we współprodukcji z Robyn :




Dziękuję Wszystkim Wam bardzo bardzo serdecznie tym utworem:



Do następnego posta :D  

Piotrek Floydomaniak Marchewa Wszędobylski 

niedziela, 20 marca 2016

Moje odkrycia cz.16 Szwecja - modern jazz czy jazzowe elektro: KOOP

Wiosennie :D

Tak jakoś mnie naszło. Koop odkryłem jak większość w moim wypadku zupełnie przypadkiem. Pogłębiając swoją edukację muzyczną po prostu sięgnąłem po ich wydawnictwo " Koop Islands"


Źródło [:https://thesmoothlife.wordpress.com/tag/koop]

Co grają i kim są?

Koop to szwedzki duet Oscara Simonssona i Magnusa Zingmarka. Panowie bardzo umiejętnie połączyli elektroniczne sample z wokalami wielu zaproszonych, przez siebie gości, ze swingiem rodem z lat 30 ubiegłego wieku, w bardzo mocno popołudniowej wolnej chwili przy kawie... 
Rozświetlają bezbarwny poranek z „The Moonbounce”, „Whenever There Is You” nie mówiąc już o  „Come To Me"
Zadebiutowali na rynku elektro w 1997 roku!!! Sukcesem okazały się już następne ich albumy :"Waltz for Koop" oraz  "Koop Islands

Muzycy bawią się dźwiękiem oraz swoim artystycznym image, dzięki którym znani są na całym świecie. Oscar jest samoukiem a Magnus był dj. Sami mówią że ich muzyka na pierwsze przesłuchanie może okazać się prosta ale zawiera dużo eksperymentów, z której tworzą dopiero zgrabną  ciepłą piosenkę. To taki plac zabaw. Nie ma tu profesjonalnego zestawu perkusyjnego, nie ma gitar, nie ma prawdziwej trąbki. Prawdziwi są oni, którzy tworzą tą muzykę.
Wertując szwedzkie informacje na temat ich historii (dziękuję wujkowi Google za tłumaczenie)  natknąłem się na historię zespołu, który nie poddawał się przeciwnościom losu, którzy musieli przebijać się przez skandynawskie, mroczne zakątki muzyki elektro.

źródło :[http://www.allmusic.com/album/waltz-....]


Prawda że już okładki, ich sceniczny ubiór budzą zainteresowanie? Albo przynajmniej zaintrygowanie?  Zostawmy na boku ten element a posłuchajmy ich razem :
na początek proponuję 

"Koop Island Blues:


Strange Love:



Coś  z letnich klimatów : " I see a different you"




I co wcale nie przypomina skandynawskiej muzy? Prawda? a teraz świetny utwór otwierający ich drugą płytę z 2001 roku:

Waltz for Koop:

dla miłośników acid jazzu czy trip hopu:



coś dla miłośników chilloutowych i klubowych rytmów:


Zachęceni? to już ! Wiosna idzie :D Włączamy KOOP 

Z wiosennym pozdrowieniem 
ps. jeszcze Come to me :



Piotrek Floydomaniak Marchewa Wszędobylski







niedziela, 21 lutego 2016

Moje odkrycia cz.15 Pink Freud - jazz fajny jest

Pink Freud

Tak moi drodzy. Wracam dziś w rejony jazzowe… Ukojenie i wytchnienie, potrzebne jak każdemu…

Po wielu dniach od premiery płyty wziąłem się za słuchanie i się zasłuchałem. W czym?
Zespół Pink Freud gra Autechre i taki jest anglojęzyczny tytuł tego wydawnictwa, ale najpierw o zespole, którego gdzieś kiedyś wynalazłem przy pracy.
Do wzięcia na pierwszy odsłuch zaintrygowało mnie parę cennych drobiazgów:

Nazwa zespołu odnosząca się i do pana Sigmunda Freuda i do mojego ukochanego zespołu Pink Floyd, Następną rzeczą, jako komuś kto w jakimś stopniu zajmuje się muzyką, był tytuł płyty. Tytuł wytrych : Sorry Music Polska. Muszę wspomnieć o okładce tej płyty (druga w dorobku grupy) wydanej w 2003 roku (a nie spotkałem się żeby teraz była dostępna w sprzedaży) – na wskroś różowa, bijąca w oczy i w pamięć.

Źródło: [http://www.progarchives.com...]

Skład zespołu w 2003 roku :Tomasz Ziętek - trąbka , Wojciech Mazolewski - gitara basowa. Kuba Staruszkiewicz - perkusja Paweł Nowicki – elektronika, DJ Wojak - sample, Sławomir Jaskułke - instrumenty klawiszowe

Oj długo nie mogłem oderwać się od tej płyty, może z powodu pewnych nowych aranżacji, a może z powodu mojego zamiłowania do mieszania stylów, łączenia. Tu jazz spotyka się z nowoczesną elektroniką, to improwizacja w czystej postaci. Pierwszy ponad 9 minutowy utwór wbija w fotel, czarodziejska trąbka Tomasza Ziętka, połączona delikatnie z perkusją, podkreślona przez bas, nie wspominając o ogromie prac klawiszowych i komputerowych, zapętlone w odtwarzaczu do ponownego przesłuchania i odkrywania dźwięków!! No i stało się – znów poczułem ten niesamowity efekt „jeżenia się włosów”.






Mademoiselle Madera to najodpowiedniejszy utwór aby zacząć słuchanie tej płyty, słuchanie tego zespołu, którego potencjał jest ogromny.
Niechcący zacząłem opisywać tą płytę, choć zamiar był z goła inny. Płyta Sorty Music Polska właśnie taka jest – wciągająca, intrygująca, nie standardowa, wpisująca się w niezależny nurt, swobodnie przerabiająca na swój styl niezależnych artystów takich jak Kurt Cobain w trzecim utworze jego autorstwa „Come As You Are”.  „Kocie języczki” czy  „Rozmowy z kapokiem” (kończące tą płytę) to moje ulubione utwory zahaczające o jazz fusion. Po czym można zacząć słuchać od początku…. Niektórzy mówią że to już było grane… może nie w takim klimacie… Dla mnie płyta jest oryginalna tak jak cały zespół. To ponad 70 minut muzyki z niezależnej, czasem psychodelicznej, jazzowej półki.

A …miałem napisać o nowym wydawnictwie Pink Freud  i dlaczego ominąłem inne albumy ? Odpowiedź jest prosta i banalna – otóż tegoroczne wydawnictwo bardzo mi przypomina konstrukcją właśnie „Sorry Music Polska”. Dlaczego grają Autechre? I czym to się je, a właściwie słucha?
Autechre są równie niezależni jak Pink Freud, a może i bardziej… Ich początki sięgają 1987 roku. Co grają i komponują: muzykę elektroniczną, eksperymentalną czasem ze skomplikowanym rytmem, innym razem melodyjne i harmonijne ciągnące się w nieskończoność mroczne utwory. Nie znałem ich dopóki nie posłuchałem właśnie Pink Freud plays Autechre.  Tu grają w składzie: Wojtek Mazolewski,  Karol Gola na saksofonie,  Adam Milwin-Baron na puzonie i trąbce oraz Rafał Klimczuk na perkusji.      

Album właśnie odkrywam, słucham. 8 utworów zapisanych na krążku:

  1. Laughing Quarter
  2. Goz Quarter
  3. Cichli
  4. Basscadet
  5. Pule
  6. Bike
  7. Montreal
  8. Eggshell
Źródło:[http://antyportal.net..]



Nie znając twórczości Autechre nie będę porównywał Freudów do ich muzyki, jednak napiszę Wam co słyszę:
Pierwsze 25 sekund to generalnie natrętny dźwięk trąbki w zespół z elementami perkusyjnymi i kontrabasem daje mi odczuć że chyba nie o to mi chodziło. Jednak później… jest dużo, dużo przyjemniej… Bas oraz trąbka sprawiają powtarzają sekwencję poczym nagle utwór się kończy.

Drugi utwór to kontrabas i ta znana z Sorry Music charakterystyczna trąbka acid jazzowa…mmmniam…. Cichli to nawiązanie do triphopu w wydaniu jazzowym z trąbką w roli głównej.
Melodyjne wyciszenie w następnym czwartym utworze, trąbka – kontrabas. Energetyczny szósty utwór nie pozwala jednak nam na krótki odpoczynek, tutaj pojawiają się elektroniczne loopy, wstawki, które podkreślają indywidualność gdańskiego kwartetu. Długo będę przesłuchiwał ten kawałek!! Bike przecież korbkę od roweru trzeba kręcić!! :D
„Montreal” wydaje się być muzyką filmową z dużego ekranu o szpiegach i innych agentach specjalnych. Ostatni utwór z oklaskami wydaję się nagrany na żywo, ale możliwe że to audio złudzenie. Piękny kontrabas… wyciszona perkusja z trąbką. Do koniecznego przesłuchania wielokrotnie



Zasłuchany pozostawiam Was w dobrych rękach

Pozdrawiam
Piotrek Floydomaniak Marchewa Wszędobylski
PS.  Oprócz tego Wojtek Mazolewski ma swój indywidualny projekt  Wojtek Mazolewski Quintet








niedziela, 17 stycznia 2016

Moje odkrycia cz.14 You Know What - polski progrock! Koncept album

Cześć. 

Dawno tu nie pisałem, ale coś mi się zebrało.... więc do dzieła..

Słyszeliście o takim zespole jak : You Know What ? 
Obawiam się, że w większości mało kto, ale gwarantuję że warto zapoznać się aby docenić ich projekt

Do rzeczy projekt powstał w głowie Milana Rabija i jest osnuty na kanwie opowiadania Dr Ezry Vitkina. Głównym wątkiem tego krótkiej formy literackiej są zaburzenia psychologiczne Alfiego żyjącego równolegle w dwóch światach i nie umiejącym ich odróżnić.

Dlaczego piszę o tym opowiadaniu bo jest wskazane wg mnie przeczytać te opowiadania przed wsłuchaniem się w muzykę stworzoną przez zespół :  You Know What czyli Milan Rabij oraz Jakub Zuber.

Dla wszystkich ciekawych polecam zajrzeć na rewelacyjnie opracowaną stronę przez Shoshana Studios. 
Tam znajdziecie bezpłatny pdf z opowiadaniem Dr Ezry Vitkina w języku polskim i angielskim, bezpłatnych kawałków do przesłuchania oraz wiele ciekawostek, nie wspominając o nagranych już klipach!!! : http://www.youknowwhat-band.eu/YKW/HOME.html

Zespół jest tak energiczny że wydał już w tym 2016 roku niebanalną instrumentalną  płytę dołączając do niej książeczkę. Płyta zatytułowana "Twenty Hidden Bodies"

Teraz muzyka - tak jak w tytule - to koncept album od początku do końca. Wszystko jest przemyślane, dopracowane, rzekłoby się dopieszczone do ostatniej nuty. 

You Know What wchodzi do polskiego progrocka albo art rocka bardzo mocnym akcentem. 
Słuchając jej mam wrażenie jakbym słuchał starych wyjadaczy z Planet X ( o których pisałem w poście: http://osobistalista.blogspot.com/2015/06/moje-odkrycia-cz10-planet-x.html ), którzy co chwila zmieniają dynamikę. Zespół bazuje na perkusji, syntezatorach oraz gitarze.  Panowie wg mnie wzorują się na tuzach muzyki progresywnej takich jak Derek Sherinian, Steven Wilson czy nasz SBB. Ostre lub łagodne początki rozwijają się nagle w zupełne  ich przeciwieństwo. Mocna czasem przesterowana gitara milknie by po chwili znowu pojawić się z energią, to samo tyczy się perkusji. Płyta, opowiadanie i okładka tworzą jedną, niepowtarzalną całość!! 

Z ciekawostek : okładka jest jakby specjalnie zaprojektowana do tego albumu. Autorem jej jest XIX wieczny malarz!!!! Filippo Balbi, a jej tytuł to "Testa Anatomica"

Jestem pod wielkim wrażeniem, a Wy?

na koniec teledysk, który brał udział już ubiegłorocznym, kultowym Yach Festival !



Kibicuję im od początku. 
Z pozdrowieniami Piotrek Floydomaniak Marchewa Wszędobylski