Tak jakoś mnie naszło. Koop odkryłem jak większość w moim wypadku zupełnie przypadkiem. Pogłębiając swoją edukację muzyczną po prostu sięgnąłem po ich wydawnictwo " Koop Islands"
Źródło [:https://thesmoothlife.wordpress.com/tag/koop]
Co grają i kim są?
Koop to szwedzki duet Oscara Simonssona i Magnusa Zingmarka. Panowie bardzo umiejętnie połączyli elektroniczne sample z wokalami wielu zaproszonych, przez siebie gości, ze swingiem rodem z lat 30 ubiegłego wieku, w bardzo mocno popołudniowej wolnej chwili przy kawie...
Rozświetlają bezbarwny poranek z „The Moonbounce”, „Whenever There Is You” nie mówiąc już o „Come To Me"
Zadebiutowali na rynku elektro w 1997 roku!!! Sukcesem okazały się już następne ich albumy :"Waltz for Koop" oraz "Koop Islands
Muzycy bawią się dźwiękiem oraz swoim artystycznym image, dzięki którym znani są na całym świecie. Oscar jest samoukiem a Magnus był dj. Sami mówią że ich muzyka na pierwsze przesłuchanie może okazać się prosta ale zawiera dużo eksperymentów, z której tworzą dopiero zgrabną ciepłą piosenkę. To taki plac zabaw. Nie ma tu profesjonalnego zestawu perkusyjnego, nie ma gitar, nie ma prawdziwej trąbki. Prawdziwi są oni, którzy tworzą tą muzykę.
Wertując szwedzkie informacje na temat ich historii (dziękuję wujkowi Google za tłumaczenie) natknąłem się na historię zespołu, który nie poddawał się przeciwnościom losu, którzy musieli przebijać się przez skandynawskie, mroczne zakątki muzyki elektro.
źródło :[http://www.allmusic.com/album/waltz-....]
Prawda że już okładki, ich sceniczny ubiór budzą zainteresowanie? Albo przynajmniej zaintrygowanie? Zostawmy na boku ten element a posłuchajmy ich razem :
na początek proponuję
"Koop Island Blues:
Strange Love:
Coś z letnich klimatów : " I see a different you"
I co wcale nie przypomina skandynawskiej muzy? Prawda? a teraz świetny utwór otwierający ich drugą płytę z 2001 roku:
Waltz for Koop:
dla miłośników acid jazzu czy trip hopu:
coś dla miłośników chilloutowych i klubowych rytmów:
Zachęceni? to już ! Wiosna idzie :D Włączamy KOOP
Z wiosennym pozdrowieniem ps. jeszcze Come to me :
Tak moi drodzy. Wracam dziś
w rejony jazzowe… Ukojenie i wytchnienie, potrzebne jak każdemu…
Po wielu dniach od premiery
płyty wziąłem się za słuchanie i się zasłuchałem. W czym?
Zespół Pink Freud gra
Autechre i taki jest anglojęzyczny tytuł tego wydawnictwa, ale najpierw o
zespole, którego gdzieś kiedyś wynalazłem przy pracy.
Do wzięcia na pierwszy
odsłuch zaintrygowało mnie parę cennych drobiazgów:
Nazwa zespołu odnosząca się
i do pana Sigmunda Freuda i do
mojego ukochanego zespołu Pink Floyd, Następną rzeczą, jako komuś kto w jakimś
stopniu zajmuje się muzyką, był tytuł płyty. Tytuł wytrych : Sorry Music
Polska. Muszę wspomnieć o okładce tej płyty (druga w dorobku grupy) wydanej w
2003 roku (a nie spotkałem się żeby teraz była dostępna w sprzedaży) – na
wskroś różowa, bijąca w oczy i w pamięć.
Źródło: [http://www.progarchives.com...]
Skład zespołu w 2003 roku :Tomasz Ziętek -trąbka
, Wojciech Mazolewski -gitara basowa.
Kuba Staruszkiewicz -perkusja
Paweł Nowicki – elektronika, DJ Wojak -sample,
Sławomir Jaskułke -instrumenty klawiszowe
Oj długo nie mogłem oderwać się od tej płyty, może z powodu pewnych
nowych aranżacji, a może z powodu mojego zamiłowania do mieszania stylów, łączenia.
Tu jazz spotyka się z nowoczesną elektroniką, to improwizacja w czystej
postaci. Pierwszy ponad 9 minutowy utwór wbija w fotel, czarodziejska trąbka
Tomasza Ziętka, połączona delikatnie z perkusją, podkreślona przez bas, nie
wspominając o ogromie prac klawiszowych i komputerowych, zapętlone w
odtwarzaczu do ponownego przesłuchania i odkrywania dźwięków!! No i stało się –
znów poczułem ten niesamowity efekt „jeżenia się włosów”.
Mademoiselle Madera to najodpowiedniejszy utwór aby zacząć słuchanie tej
płyty, słuchanie tego zespołu, którego potencjał jest ogromny.
Niechcący zacząłem opisywać tą płytę, choć zamiar był z goła inny. Płyta
Sorty Music Polska właśnie taka jest – wciągająca, intrygująca, nie standardowa,
wpisująca się w niezależny nurt, swobodnie przerabiająca na swój styl
niezależnych artystów takich jak Kurt Cobain w trzecim utworze jego autorstwa „Come
As You Are”. „Kocie języczki” czy „Rozmowy z kapokiem” (kończące tą płytę) to
moje ulubione utwory zahaczające o jazz fusion. Po czym można zacząć słuchać od
początku…. Niektórzy mówią że to już było grane… może nie w takim klimacie… Dla
mnie płyta jest oryginalna tak jak cały zespół. To ponad 70 minut muzyki z
niezależnej, czasem psychodelicznej, jazzowej półki.
A …miałem napisać o nowym wydawnictwie Pink Freud i dlaczego ominąłem inne albumy ? Odpowiedź jest
prosta i banalna – otóż tegoroczne wydawnictwo bardzo mi przypomina konstrukcją
właśnie „Sorry Music Polska”. Dlaczego grają Autechre? I czym to się je, a
właściwie słucha?
Autechre są równie niezależni jak Pink Freud, a może i bardziej… Ich
początki sięgają 1987 roku. Co grają i komponują: muzykę elektroniczną,
eksperymentalną czasem ze skomplikowanym rytmem, innym razem melodyjne i
harmonijne ciągnące się w nieskończoność mroczne utwory. Nie znałem ich dopóki
nie posłuchałem właśnie Pink Freud plays Autechre. Tu grają w składzie: Wojtek Mazolewski, Karol Gola na saksofonie, Adam Milwin-Baron na puzonie i trąbce oraz
Rafał Klimczuk na perkusji.
Album właśnie odkrywam, słucham. 8 utworów zapisanych na krążku:
Laughing
Quarter
Goz Quarter
Cichli
Basscadet
Pule
Bike
Montreal
Eggshell
Źródło:[http://antyportal.net..]
Nie znając twórczości Autechre nie będę porównywał Freudów do ich
muzyki, jednak napiszę Wam co słyszę:
Pierwsze 25 sekund to generalnie natrętny dźwięk trąbki w zespół z
elementami perkusyjnymi i kontrabasem daje mi odczuć że chyba nie o to mi
chodziło. Jednak później… jest dużo, dużo przyjemniej… Bas oraz trąbka
sprawiają powtarzają sekwencję poczym nagle utwór się kończy.
Drugi utwór to kontrabas i ta znana z Sorry Music charakterystyczna
trąbka acid jazzowa…mmmniam…. Cichli to nawiązanie do triphopu w wydaniu
jazzowym z trąbką w roli głównej.
Melodyjne wyciszenie w następnym czwartym utworze, trąbka – kontrabas.
Energetyczny szósty utwór nie pozwala jednak nam na krótki odpoczynek, tutaj
pojawiają się elektroniczne loopy, wstawki, które podkreślają indywidualność gdańskiego
kwartetu. Długo będę przesłuchiwał ten kawałek!! Bike przecież korbkę od roweru
trzeba kręcić!! :D
„Montreal” wydaje się być muzyką filmową z dużego ekranu o szpiegach i
innych agentach specjalnych. Ostatni utwór z oklaskami wydaję się nagrany na
żywo, ale możliwe że to audio złudzenie. Piękny kontrabas… wyciszona perkusja z
trąbką. Do koniecznego przesłuchania wielokrotnie
Zasłuchany pozostawiam Was w dobrych rękach
Pozdrawiam
Piotrek Floydomaniak Marchewa Wszędobylski
PS. Oprócz tego Wojtek Mazolewski
ma swój indywidualny projekt Wojtek
Mazolewski Quintet
Cześć. Dawno tu nie pisałem, ale coś mi się zebrało.... więc do dzieła.. Słyszeliście o takim zespole jak : You Know What ? Obawiam się, że w większości mało kto, ale gwarantuję że warto zapoznać się aby docenić ich projekt
Do rzeczy projekt powstał w głowie Milana Rabija i jest osnuty na kanwie opowiadania Dr Ezry Vitkina. Głównym wątkiem tego krótkiej formy literackiej są zaburzenia psychologiczne Alfiego żyjącego równolegle w dwóch światach i nie umiejącym ich odróżnić. Dlaczego piszę o tym opowiadaniu bo jest wskazane wg mnie przeczytać te opowiadania przed wsłuchaniem się w muzykę stworzoną przez zespół : You Know What czyli Milan Rabij oraz Jakub Zuber. Dla wszystkich ciekawych polecam zajrzeć na rewelacyjnie opracowaną stronę przez Shoshana Studios. Tam znajdziecie bezpłatny pdf z opowiadaniem Dr Ezry Vitkina w języku polskim i angielskim, bezpłatnych kawałków do przesłuchania oraz wiele ciekawostek, nie wspominając o nagranych już klipach!!! : http://www.youknowwhat-band.eu/YKW/HOME.html Zespół jest tak energiczny że wydał już w tym 2016 roku niebanalną instrumentalną płytę dołączając do niej książeczkę. Płyta zatytułowana "Twenty Hidden Bodies" Teraz muzyka - tak jak w tytule - to koncept album od początku do końca. Wszystko jest przemyślane, dopracowane, rzekłoby się dopieszczone do ostatniej nuty. You Know What wchodzi do polskiego progrocka albo art rocka bardzo mocnym akcentem. Słuchając jej mam wrażenie jakbym słuchał starych wyjadaczy z Planet X ( o których pisałem w poście: http://osobistalista.blogspot.com/2015/06/moje-odkrycia-cz10-planet-x.html ), którzy co chwila zmieniają dynamikę. Zespół bazuje na perkusji, syntezatorach oraz gitarze. Panowie wg mnie wzorują się na tuzach muzyki progresywnej takich jak Derek Sherinian, Steven Wilson czy nasz SBB. Ostre lub łagodne początki rozwijają się nagle w zupełne ich przeciwieństwo. Mocna czasem przesterowana gitara milknie by po chwili znowu pojawić się z energią, to samo tyczy się perkusji. Płyta, opowiadanie i okładka tworzą jedną, niepowtarzalną całość!! Z ciekawostek : okładka jest jakby specjalnie zaprojektowana do tego albumu. Autorem jej jest XIX wieczny malarz!!!! Filippo Balbi, a jej tytuł to "Testa Anatomica" Jestem pod wielkim wrażeniem, a Wy? na koniec teledysk, który brał udział już ubiegłorocznym, kultowym Yach Festival !
Kibicuję im od początku. Z pozdrowieniami Piotrek Floydomaniak Marchewa Wszędobylski
Ostatnio straciłem wenę do
pisania, jakiegokolwiek i czymkolwiek. Jednak są ludzie, którzy cały czas mnie
wspierają (Lucy, rodzice, siostra, Kasia oraz Grzegorz, oraz Wy wierni
czytelnicy domagający się czegoś nowego.
Dzięki Wam :D zebrałem się
Tak się zastanawiałem: czego
dziś potrzebuje młody (nie tylko ciałem) słuchacz oraz nowoczesny, młody muzyk.
Przesyt jakimikolwiek
formami, jest niewskazany, więc taki słuchacz czy twórca stwarza lub szuka
czegoś nowego, oryginalnego, odbiegającego od szarej codzienności, krzyków z
eteru, wszechobecnego bełkotu.
Gdzieś ostatnio zetknąłem
się z tzw. elektronicznym popem, nie tym z lat 80, ale współczesnym zahaczającym
o elementy trip-hopu, chillu czy house’u. Coś nowego, świeżego, oryginalnego i
zarówno lekkiego w odbiorze ale nie pustego, ani nie mrocznego.
Słuchanie polskiego elektro-popu
XXI wieku może nie powoduje u mnie stanu „ciarki na rękach” nie mniej
przysparza ostatnio o sympatyzowanie z tym gatunkiem, a przede wszystkim z
osobami, które go wykonują.
Co to za artyści? To przede
wszystkim : zespół Kamp!, The Dumplings czy Oxford Drama. Tą poznaną przeze
mnie trójką chciałbym dziś się zająć. Post miał być zupełnie o czym innym, ale
tak „mocno zaszli mi za skórę” że chciałbym właśnie o nich napisać. Do rzeczy:
Kamp!– zespół, który wszedł
już na salony :D, istnieją od 2007 roku, wydali jak do tej pory 2 długogrające
albumy : Kamp! oraz Lorneta, oraz mnóstwo tzw epek, remixów. Skład : Radosław
Krzyżanowski, Michał Słodowy, Tomasz Szpaderski
Jako nowoczesny zespół XXI
wieku Kamp! dużą popularność zyskał dzięki mediom społecznościowym i
bloggerom. Występują z powodzeniem na
wielu polskich i zagranicznych festiwalach nie mówiąc o Expo w Szanghaju. Na
koncertach dają z siebie wiele energii wchodząc w kontrreakcję z publicznością
w przeróżnym wieku.
The Dumplings pochodzą z
Zabrza (przypadek?) to duet w składzie : Justyna Święć i Kuba Karaś. To tak
samo młodzi ludzie jak Kamp!,w świecie
muzycznym są od 2011 roku przebijając się w internecie za pomocą popularnego
internetowego talk show. Od 2014 roku, kiedy nagrali swój debiutancki
album związali się z jedną z większych wytwórni muzycznych w Polsce. Wystąpili
w Polsce na Open’erze , Off
Festiwalu oraz w Wielkiej Brytanii. Można ich zobaczyć podczas koncertów z
zespołem Kamp! To mieszanka elektroniki z Indie rockiem. Posłuchajmy kawałków z
ich tegorocznego krążka :„Sea You Later”
Najświeższym, bo wczorajszym odkryciem dla mnie jest zespół Oxford Drama. Generalnie zespół tworzą charyzmatyczna
Gosia Dryjańska i żywiołowy Marcin
Mrówka, do trzonu zespołu zapraszany do wspólnego grania jest perkusista (o
którym na razie nic się nie dowiedziałem). Gosia oprócz obsługi syntezatorów
śpiewa takim słodkim, delikatnym, niepowtarzalnym i czarującym głosem. (no i
miałem wrażenie że Gosia jest liderką – bez urazy Marcin).
Marcin jest
multinstrumentalistą, który na wczorajszym koncercie w Katowickiej Hipnozie
pokazał cały warsztat swych możliwości : od gitary basowej, gitary elektrycznej,
perkusję elektryczną oraz syntezator, który jak mówi w wywiadzie kiedyś trzeba
było kupić
Wszystko odbywa się w klimatach angielskich
bowiem zespół przyznaję się do fascynacji "The Smiths" Melodyjność, młodość,
eksperymenty muzyczne i energia ciekawie i fajnie powiązane. Naprawdę polecam na
koncertach a może i na krążku, który może niebawem ujrzy światło dzienne. :D.
Szczerze osobiście ich bardzo polubiłem
Za ewentualne niedociągnięcia w tekstach zespoły proszę o kontakt, poprawię w miarę możliwości :D
Dzięki Wam Wszystkim Młodym za błysk światła :D :D
Cóż to znowu odkryłem pytacie.... ano jest o czym pisać. Znowu się zasłuchuję. Zespół odkryty jakieś 8 lat temu...
Wiecie jak to jest.. pracuję w miejscu gdzie również można kupić muzykę, jestem przecież fanem dobrej muzy. Kiedyś przypadkiem ujrzałem ciekawą okładkę na półce z przecenami. Otworzyłem z ciekawości i puściłem ją na głośniki sklepowe. Oniemiałem. Tak po prostu. Po pierwszym przesłuchaniu bardzo pragnąłem ją mieć. Ponieważ zbliżały się moje urodziny koleżanka z działu Kasia Hoińska zrobiła mi prezent.
Dzięki :D:D
Bakcyla do słuchania N.O.H.A można złapać od razu, chyba, że ktoś nie lubi eksperymentów muzycznych, łączenia stylów (o tym za chwilę), oryginalności, niebanalnych słów i oddania się transowi w jaki wprowadza zespół. N.O.H.A. -to oczywiście skrót od Noise of Human Art i grają to co im dusza podpowiada.
Zespół tworzą ludzie otwarci z różnych zakątków globu : jest ciemnoskóry, charyzmatyczny wokalista ze Stanów Zjednoczonych (MC Chevy), jest nietuzinkowa i niezwykle energetyczna Kaia Brown również wokalistka (sprawnie posługująca się językiem hiszpańskim), jest i założyciel formacji Philip Noha saksofonista rodem z Czech, na kontrabasie wspomaga ich też rodak Philipa - Jatrabass. Skład uzupełnia również Czech - perkusista oddający ducha zespołu Thom Herian.
Ta różnorodność to także różnorodność muzyczna, mieszanka wybuchowa zaiste!! Teraz trochę o tym co ja tam słyszę. Generalnie i w zasadzie znam jedną płytę, która jest czwartą produkcją zespołu. I tą płytę omawiam. Tutaj przed Kają Brown śpiewa zjawiskowa Minerva Diaz Perez "Dive in Your Life" zacząłem słuchać jeszcze jak nie znałem języka hiszpańskiego i miało to istotny wpływ na to co chcę słyszeć w ich muzyce. Przekonanie zostało do dzisiejszego dnia. Krążek rozpoczyna dynamiczny utwór tytułowy z ciekawym damskim wokalem w języku angielskim. Za chwilę jednak następuje zmiana stylu wchodzi w rejestry MC Chevy z utworem More Pepper. Słychać już przejścia do trip hopu i w oddali bałkańskich naleciałości. Ciekawie...Trzeci utwór powalił mnie na kolana. Diametralna zmiana stylu: Minerva śpiewa po hiszpańsku, ale jakby mało do tego w rytm nuty bałkańskiej czy folkowej połączonej z dynamicznym brzmieniem. Zostaje z tyłu głowy. Oj zostaje. Czwórka na tym albumie to Gipsy Valley - tak tak cygańsko- bałkański trip-hop. Uzależnia. Nuta jest oczywiście razem z muzyką coraz szybsza, zaskakujące zastosowanie intrumentarium. Geniusze. Utwór kończy się zmiksowaną pętlą wokalną. Piąty utwór Saxomat rozpoczyna sam założyciel na czym by innym niż saksofonie, jednak to jest jedynie zaczątkiem tego co za chwilę przedstawi MC Chevy. Już jesteśmy znowu w hipnotycznym trip hopie. Buja, nadaje rytmu. Czasem mam wrażenie jakby nie grała N.O.H.A. tylko Prodigy. Po tym skocznym utworze następuje klasyczne spowolnienie... zasłuchanie, rozmyślanie... Zmiana ról. "Float" zabiera nas w krainę baśni, przygotowuje jakoby do snu... Sen albo wieczorowa pora przychodzi w następnym hiszpańskojęzycznym utworze "Pijama". Klasyczna dobranocka. Nie mniej nie dajcie się zwieść hiszpańskiemu językowi bowiem melodia jak żywo wzięta z jakiejś bałkańskiej wioski.... Włosy stają dęba. Panie i panowie. Trzeba posłuchać. Takiej mieszanki dawno nie uświadczyliście. Zapewniam! :D Znowu orzeźwienie w postaci niezłomnego MC Chev'ego! Trip hop w czystej postaci. Gdzieś się to wszystko zazębia. I bałkańskie nuty i nowoczesność przekazu. Dziewiąta część "Dive in your life" znowu jest w języku hiszpańskim ale z trip-hopowym tłem. Myślicie, że to już koniec zaskoczeń? Mylicie się. "Smell of Spring" to transowa muzyka ale wykonana na klasycznej gitarze, przypominającej szarpanie strun w klasycznym flamenco. Po dwóch minutach do gitary dochodzi "bit". Melodia powtarzając się nabiera tempa, dochodzi w końcu odgłos klaskania, czy zawodzenia kobiety. Może się spodobać tym bardziej, iż na koniec utworu następuje spowolnienie. Znowu spowolnienie w kolejnym utworze "Lunatica" ... po hiszpańsku. Przygotowanie znowu do odpoczynku, do nocy... , która nie wiadomo co przyniesie... Zakończenie znowu nas zaskakuje, z nadchodzącej ciemności wychodzi jak lis (tu klimaty Tricki'ego) MC Chevy...Powoli i co raz szybciej, w jego charakterystyczny sposób łączy się ze słowami i muzyką Minervy. Oj... Zespół grywa często w Czechach, Ameryce i Niemczech. Był ponoć raz u Nas w Polsce na jednym z festiwali. Zaprośmy ich znowu Na zakończenie trochę ich muzyki:
I co Wy na to??? Gorąco, nie mniej niż za oknem, polecam!!!
Czołem. :D:D:D Widzicie następny post zrodził się w przeciągu paru dni. A to za sprawą zespołu "Tides From Nebula".
Niech nie zmyli Was nazwa - są z Polski, niech nie zmyli Was młody wiek - grają jak starzy rockowi wyjadacze. Teraz trochę o zespole i trochę prawdy.... :D ..........o moim zachwycie Tides From Nebula to 4 młodych mężczyzn z Warszawy ( grających od 2008 rocku instrumentalny i jednocześnie barwny rock z naleciałościami intergalaktycznymi. To właśnie wszechświat dźwięków, nieskończonych możliwości słychać w ich utworach. Dużo świeżości, energii, niesztampowych pomysłów to właśnie Tidesi... Pragnę nadmienić że pracowali z Nimi m.in : Helder Pedro czy Zbigniew Preisner. Do 2015 roku wydali na rynek polski 3 płyty.
Skład: Adam Waleszyński – gitara
Maciej Karbowski – gitara, instrumenty klawiszowe
Przemek Węgłowski – gitara basowa
Tomasz Stołowski – perkusja
Teraz trochę prywaty :
Przez 2 lata dużo słyszałem o tym zespole, jednak jakoś dziwnym trafem nikt nie umiał mnie przekonać abym posłuchał, przesłuchał. Nic mnie nie zainspirowało, nikt nie włożył mi słuchawek na uszy i powiedział : Stary to z....ste..... Nie znałem Panów aż do wczorajszego wieczora. Teraz nadrabiam zaległości.. Przepraszam Panowie, że tak późno. Macie kolejnego wiernego fana. Co ja słyszę w tej muzie?? Dużo ciepłych dźwięków, ciekawych przesterowanych gitar ( na myśl przychodzi islandzka potęga w przesterowanych klimatach - Sigur Ros.) Jednak Tides From Nebula to polski zespół, którego sympatią można obdarzyć od pierwszego zasłuchania... Jak ktoś lubi długie, wyraźne kompozycje z tymi kosmicznymi przesterami to jest to muzyka dla niego. Jeszcze takie moje spostrzeżenie - zakochałem się w dźwiękach Tidesów podczas koncertu!!! Wczorajszy Metal Hammer Festival w Katowickim Spodku był dla mnie właśnie z tego powodu zaskoczeniem. Słuchałem po raz pierwszy!!! w ogóle!!! Tides From Nebula i to w dodatku w takiej festivalowej formule. Panowie czapki z głów.!!! Sami mówili, że jeszcze parę lat temu stali tam gdzie ja stałem i marzyli aby wystąpić przed rzeszą fanów. Fani zgromadzeni wczoraj w Katowicach to fani różnego formatu muzyki progresywnej. Dużo słuchaczy było podobnie do mnie pod wrażeniem. Panowie oprócz muzyki prezentowali bardzo energetyczny show. Panowie tak dalej. Trzymam nieustająco kciuki. Proszę tą moją recenzję o wybaczenie, że nie znałem Was do tej pory... Piotrek Floydomaniak Marchewa Wszędobylski
Posłuchajcie co mówią :
Jeszcze raz posłuchajcie jak grają. Mistrzostwo :D :
Przy okazji nadchodzącego koncertu w katowickim Spodku ostatnio z kolegami wspominaliśmy niejakiego Derka Sheriniana. Co prawda Derek już nie gra Dream Theater ale do dziś bardzo cenię jego twórczość i Jordana Rudessa jako ludzi obdarzonych niebywałą czasem kosmiczną wyobraźnią. Jak już jesteśmy przy kosmosie. Słyszeliście coś o dziesiątej planecie układu słonecznego? Też słyszałem ale nie wiem czy już znacie muzykę z tej planety...?? Hmm Derek wraz z Virgilem Donatim i Tonym MacAlpinem przybliżają nam instrumentalnie tą nieziemską muzykę. Nie wiem czy da się zrozumieć twórczość z X planety.... wiem jedno słuchając ich ma się wrażenie wielkiej improwizacji, która roztacza się od jazzu fusion a kończy na pograniczach progmetalu. Kompozycje tej trójki wybitnych muzyków wydają się za pierwszym przesłuchaniem bardzo niespójne i niedopracowane, ale to tylko złudzenie. Komponując takie utwory jak Desert Girl, Matrix Gate, Her Animal czy Alien Hip Hop wspinają się na wyżyny swoich umiejętności gdzie Virgil, Tony czy Derek prezentuje szczyt swoich technicznych możliwości. Zdawać się też może, że każdy z Panów gra swoje, jednak po którymś wysłuchaniu utwór zostaje z tyłu głowy. Moim zdaniem to taki metalowy jazz lub jazzowy metal.... To nie jest łatwa i przyjemna muzyka, którą mógłbym polecać każdemu, dla Was specjalnie wytrawnych wielbicieli wszelkiej muzyki przygotowałem ten właśnie post. Posłuchacie razem ze mną?
Niektórzy z Was pewnie powiedzą "niezła korba" i mają rację, to na prawdę muzyka nie z tej ziemi, z 10 planety układu słonecznego. Ja takowej słucham, odkrywam.... a Wy??
Z kosmicznym pozdrowieniem Piotrek Floydomaniak Marchewa Wszędobylski
ps. Ciekawostką jest to że pierwszy solowy projekt Derka Sheriniana nazywa się po prostu Planet X i jest zaczątkiem projektu zespołowego z Virgilem i Tonym