czwartek, 30 października 2014

Moje Odkrycia cz. 6 Skalpel - Igor Pudło i Marcin Cichy



Cześć!


 Skalpel - sama już nazwa sugeruje nam że coś się będzie dziać. Będzie się cięło lub będzie ostro. Otóż moim skromnym zdaniem Skalpel wręcz wycina w muzyce swe tory, przecina utarte konwenanse. To fuzja elektroniki i jazzu. Tak udana że zainteresowała się nimi słynna wytwórnia Ninja Tune.
 Dwóch DJ Igor Pudło i Marcin Cichy wraz z towarzyszącym zespołem (instrumenty klawiszowe charyzmatyczna Joanna Duda (chciałem opublikować jej zdjęcie, na razie udało mi się uzyskać zgodę na podanie linku do pełnych profesjonalizmu zdjęć Pana Piotra Siatkowkiego) oraz perkusja- wielki pokłon dla nie mniej zjawiskowego Jana Emila Młynarskiego oraz wspomagającego DJ Spectribe) parę dni temu zagrali u siebie w domu, we Wrocławiu. 

 Do Wrocławia przyjechali z tego co widziałem nie tylko polscy słuchacze ale dużo zagranicznych gości. Koncert miał promować dwa ostatnie wydawnictwa „Simple” oraz „Transit” Zanim przejdę do koncertu chciałbym podzielić się z Wami wrażeniami z słuchania Skalpela.
 Ci którzy nie znają tej formacji : tak jak pisałem wcześniej na OLP nie da się ich zaszeregować. Bardzo mocno akcentują polski jazz lat 60 i 70 w swych aranżacjach.
Można się kłócić że co to za muzyka z komputera, ale też najpierw trzeba ich posłuchać. Słuchając Skalpela ma się wrażenie że słucha się prawdziwego kontrabasu, saksofonu czy trąbki.
 Skalpel niejednokrotnie towarzyszy mi podczas długich zimowych wieczorów przy książce, jednak długo nie można było się skupić na tej drugiej bowiem Marcin i Igor zabierali mnie w fantastyczną podróż muzyczną. Nie jest to muzyka, którą polubi każdy. Nie można ich pobieżnie słuchać, ale jak się oddasz niej bez reszty tak wpadniesz po uszy. Skalpel działa na mnie i łagodząco i energetyzująco, jest doskonały do knajpki z jazzem i do wieczornej lampki wina przy świecach. Są magnetyzująco uzależniający.
 W czasach szybkiego konsumpcjonizmu Skalpel swą muzyką znowu łamie stereotypy, do tej muzyki trzeba mieć czas, trzeba usiąść, pomyśleć, oddać się jej. Bez reszty.
Jako słuchacz różnego rodzaju muzyki poddałem się im. Powtarzające się motywy hipnotyzują słuchacza. Ogromny plus dla perkusji, która nigdy jest odtwarzana z komputera.
 Dla mnie to tak jak pisałem nr 1 jeśli chodzi o muzyków niezależnych, niesztampowych wychodzących ponad przeciętność, ponad wszystko. Po raz kolejny powiem że muzyka nie zna żadnych granic! I to jest piękne. :D
 Chętni do posłuchania? Ja zawsze :D. Aha o koncercie: Igor i Marcin przyjechali do swojego rodzinnego miasta gdzie zostali bardzo gorąco przyjęci przez po brzegi wypełniony przez fanów Klub Eter. Zespół wszedł na scenie o 21.30. Spodziewałem się że będzie tylko nowy materiał z "Transit", pozytywnie mnie zaskoczyli grając, a raczej przerabiając swe największe przeboje m.in. Shivers, Konfusion, If Music Was That Easy, Break In czy na bis nieśmiertelny Sculpture.
  Były też najnowsze wideoklipy m.in. do utworu „Soundtrack” z Epki Simple
Generalnie aż nie chciało się wychodzić z klubu. W pobliskim hotelu byłem jakoś przed północą.
  Kładąc się spać oraz w drodze do pracy następnego dnia cały czas byłem pod wpływem SKALPELA. I dobrze. :D
  Poniżej link do strony  :Pani Joanna Duda w obiektywie Piotra Siatkowskiego


a poniżej moje bardzo skromne zdjęcia.


Przygotowania do koncertu
 
Logo......

 Na ekranie najnowszy teledysk "Soundtrack" do epki Simple





Igor i Marcin [fot za: http://skalpel.bandcamp.com/]

Co ja mogę jeszcze powiedzieć. Chyba : Dziękuję Panowie że pojawiliście się kiedyś w moim życiu.

Piotrek Floydomaniak Marchewa Wszędobylski

niedziela, 26 października 2014

Moje odkrycia cz. 5 Wojująca Ryba czyli Derek William Dick alias FISH



Cześć. Dziś wspomnienia z koncertu. :D 


  Przez wieki utarło się że ryby i dzieci głosu nie mają. Nic bardziej mylnego!! Przynajmniej jeśli chodzi o ryby a zwłaszcza o jedną, wojującą swym głosem rybę.
  Wiecie o kim mówię. Fish a właściwie Derek William Dick. Znany z działalności solowej i zespołowej z Marillion. Każdy chyba z większości słuchaczy zna przeboje wczesnego Marillion z Fishem właśnie z nieśmiertelnym utworem Keyleigh.
 Ale nie o Marillionach dziś będę pisał tylko właśnie o Wojującym z wojną Fishu.
Z moich skromnych obserwacji ten 56 letni artysta osobiście ceni spokój, ciszę i oswaja się z upływającym czasem.

Tyle obserwacji wynikających z fotografii umieszczanych przez samego Fisha.

  Tymczasem w czasie koncertu we Wrocławiu podczas Tourne po Europie Fish ze spokojnego, cichego domatora przeistoczył się w wojownika. Derek na scenie mimo upływających lat, dalej jest charyzmatycznym wokalistą nie przebierającym w ekspresji. Fish w głównej mierze przedstawił słuchaczom swój nowy materiał z płyty „Feast of Consequences”

  W tym czasie, w którym żyjemy, na skraju różnych zawirowań polityczno-militarnych temat podjęty przez Fisha na tym krążku jest ciągle aktualny. Artysta pokazuje nam i przypomina dysydentom politycznym Wielką Wojnę. Przedstawia zawiłe aspekty oraz zmusza do refleksji.   Mimo ciężkiego tematu muzyka oraz głos Dereka powodują że ja jako słuchacz oddaje się muzyce, genialnym akustycznym brzmieniom.
  Oprócz ostatniej płyty Fish przypomniał też początki i późniejsze albumy ze swej solowej kariery zaraz po opuszczeniu Marillion. Były kawałki z „Vigil in a Wilderness of Mirrors” z „13 th Star”. Były też nieśmiertelne przeboje z okresu z Marillion :” Slainte Mhath”, Heart Of Lothian. Publiczność która żywiołowo przyjęła swojego, tak swojego ulubionego artystę, człowieka, przyjaciela zgotowała niejednokrotny bis. A na bis Fish wykonał między innymi „Incubus” z płyty Fugazi. Wszystko to przy gorącej atmosferze publiczności, której Derek jest zawsze bliski. To był wspaniały koncert do którego wspomnieniami będę zawsze wracał

Dziękuję wszystkim fanom muzycznym, którzy byli ze mną we Wrocławiu.
Pozdrawiam Was Serdecznie
Piotrek Floydomaniak Marchewa


Poniższe zdjęcia wykonane telefonem komórkowym.





poniedziałek, 13 października 2014

Muzyka Bez Granic



Hej!  
Wróciłem z mojej trzeciego festiwalu muzycznego Rawa Blues odbywającego się w Katowickim Spodku. 
Już podczas tego wspaniałego muzycznego festiwalu stwierdziłem że muzyka jednak nie zna granic. Żadnych GRANIC!!!
I wiecie co : to jest to co najpiękniejsze w ludziach. Niepotrzebne nam są wojny, zbrojenia, propaganda. Wystarczy nam muzyka żebyśmy wszyscy byli równi. To przepiękne widoki uśmiechniętych ludzi, niezależnie od wieku, pozycji społecznej, koloru skóry, ubioru czy wieku.

Wrażliwość na muzykę, na to co przedstawiają artyści jest ta sama. Wszyscy potrafią się bawić, niektórzy na swój sposób, ale się bawią. Muzyka jest odskocznią, jest światem do którego można razem wejść bez obaw, że się jest innym.
Co mną tak wstrząsnęło. Ano ja sam. 

Wyszło na scenę parę dziadków. I tak przez chwilę się zastanawiałem po co oni tu są i dlaczego. Już wiedziałem po chwili dlaczego, abym otworzył oczy i uszy, bowiem udowodnili że nic nie jest ważniejszego niż muzyka płynąca prosto z serca. D

Panowie dość że niewidomi, to ich wiek 70-80 a może i więcej nakazywał szacunek, ale nie!!! Blind Boys of Alabama mieli tyle energii co niejeden dwudziestolatek mógł im pozazdrościć.
Panowie zrobili istny show, to mistrzowie stylu, elegancji, nastroju. Wiedzą jak porwać cały katowicki Spodek.
Jak będę w ich wieku i powiem że się źle czuję to muszę sobie przypomnieć jaką mieli siłę.
Jestem pod ich ogromnym wrażeniem cytując mistrza ceremonii:
" Feel You good??"
Kłaniam się najniżej jak potrafię.
Piotrek
Blind Boys of Alabama

Zdjęcia zrobione telefonem komórkowym

środa, 8 października 2014

Osobista Lista Przebojów cz.6 ELEKTRONIKA vol.2

Cześć! :D
  No wreszcie. Udało mi się wrócić do redagowania OLP. 
Prowadzenie trzech blogów jednocześnie połączone z małą ilością czasu tak skutkuje, nie mniej jednak chciałbym WAM 
podziękować : że jesteście, czytacie, słuchacie.

  Znajomy mnie się pyta kiedy na to znajduję czas i czy od razu to piszę co mam w głowie. Otóż nie. Układam sobie pewne rzeczy, zapisuje ale nie publikuje. Kiedy znajduje odpowiedni moment siadam składam i już. Ot co :D

Dziś zajęcia z elektroniki tej elektroniki XXI wieku. Powiem tak że nie wszystko mi się w niej podoba, ale są zespoły, ludzie i projekty które nawiązują do tej starej elektroniki.

Moja 10 elektroniki w nowym wydaniu. Posłuchajcie i podzielcie się opiniami

10. 
Może i jednorazowy i przebrzmiały i z jednym świetnym albumem. Kolorowe pejzaże muzyczne to mi tylko się kojarzy z tym wykonawcą. 
Robert Miles z albumem Dreamland. Gdyby nie "Children" nie byłby aż tak rozpoznawalny




Miejsce 9. :

Za spokój i oryginalność. Odkryłem jego stosunkowo niedawno, bowiem jakieś 3 -4 lata temu.  Chicane a właściwie Nick Bracegirdle. Jego wizja muzyczna doceniły takie zespoły jak Clannad, remixował między innymi t Everything but the Girl, B*Witched, Bryana Adamsa czy Enigmę.

 


Miejsce 8. 

Pójdźmy dalej tym tropem. Jedno z wcieleń wybitnie uzdolnionego Rogera Shah'a. Wydawnictwa tego zespołu charakteryzują się tym że wydane są na 2 płytach. Pierwsza jest chilloutowa, druga znacznie szybsza. Ja jednak zostaję przy tej pierwszej :D




Miejsce 7. Już zaczynają się schody bo nie wiem co wybrać.

Może Daft Punk  duet z Francji z najnowszą produkcją, która podbija świat. "Random Access Memories". Fantastyczna robota. Bardzo fajnie słucha się całej płyty. Warto wspomnieć o soundtracku do TRON Legacy. Polecam!!!


6. Zostajemy we Francji. Niektórzy zwą ich prekursorami ówczesnej elektroniki. Duży sukces jednego albumu, stanowiącego połączenie chilloutu, elektroniki i ambientu. Powiem tak jak ich słucham to momentalnie staję się spokojniejszy, cała zła energia gdzieś ulatuje. W powietrze :D
Zespół AIR i niezatapialny album Moon Safari z 1998 roku!!!



5.  Powiem Wam że na tym miejscu u mnie jest Richard Melville Hall czyli dość popularny Moby. Moby tak wiele wyprodukował że sam nie wiem co wybrać? Dla mnie Hotel z 2005 roku. A dla Was? Znalazłem taki fragment z koncertu :



 
4.  Zostały mi 2 polskie zespoły i 2 zagraniczne. Heh. Trudny wybór

Zaryzykuje. 

2 pasjonatów związanych ze słynną wytwórnią Ninja Tune, Niezależni, nie sztampowi, nie kwalifikujący się ani do elektroniki ani do jazzu. Łączą to co wydawałoby się nieosiągalne. Udało im się. Moi faworyci jeśli chodzi o muzykę niezależną. Zrobili karierę za granicami Polski. Później ich doceniliśmy.  Nie jest to muzyka łatwa w odbiorze, ale jak się ją zrozumie to się ją pokocha bez granic. Dziękuję Panowie  : Marcin Cichy i Igor Pudło czyli Skalpel



Wielka 3 : 
Fani pewnie się na mnie pogniewają, że 3 a nie pierwsze miejsce. ATB czyli André Tanneberger. Wielka postać w świecie współczesnej DJ. Wiele jego albumów to albumy dwupłytowe, z zasadą podobną do Rogera Shah'a. ATB wydaje także kompilacje różnych artystów pod swoim szyldem, w serii DJ in the mix...... Mnie podobają się wolniejsze kawałki. Ulubioną płytą jest chyba Trilogy, chociaż Distant Earth czy Futures Memories też jest bardzo dobra. 
Mój ulubiony kawałek z Heather Nova :


2. Nasz rodzimy multitalent. Bardzo chilloutowy, bardzo wszechstronny Andrzej Smolik znany tylko z nazwiska. Kompozytor, producent i multiinstrumentalista. Dzięki Andrzej!!!! :D
Cztery płyty które zapadają głęboko w pamięć:




No i 1.  Schiller - czyli od 2003 roku jednoosobowy  (Christopher von Deylen) zespół tworzy praktycznie same przeboje nie bojąc się śmiałych połączeń brzmień elektronicznych i muzyki poważnej. Mówią o tym utwory z Sarah Brigtman, Andrea Bocelli, Mikiem Oldfieldem. Od 2003 roku odnosi same sukcesy. Płyty Leben, Tagtraum, Sehnsucht, Desire, koncert Atemlos czy ostatni Opus zna chyba już każdy. Oprócz muzyki muszę zaznaczyć że koncerty Schillera to również świetna i świetlna zabawa

Posłuchajmy razem:




[źródło: http://pep1000.files.wordpress.com/2010/01...]


Na dziś to wszystko ale obiecuję nie będziecie musieli długo czekać na kolejną listę... tylko muszę sobie przypomnieć jakim gatunkiem muzycznym chciałem się z Wami podzielić

Pozdrawiam Was
Piotrek Floydomaniak Marchewa Wszędobylski

środa, 25 czerwca 2014

Osobista Lista Przebojów cz.6 ELEKTRONIKA vol.1

Cześć Wszystkim!

Witam moich stałych i nowych czytelników! :D

 To bardzo fajne mieć znajomych na całym świecie, którzy gdzieś tam czytają i podoba im się to co piszę. To bardzo bardzo motywujące.

  Dziś zaczynam przedstawiać moją listę dotyczącą tzw. elektroniki w muzyce. Temat jest na tyle szeroki że w 10 miejscach nie da się tego przedstawić. Pragnę uporządkować to troszkę, ale nie wiem czy mi się uda. :D
Wybór jest przeogromny. Zacznę od moich czasów przedfloydowskich.
  Od zawsze dużo czytałem i dzięki temu mam bogatą wyobraźnię, także muzyka ją wyzwalała. Już odkryłem to podczas słuchania mistrza elektronicznych brzmień: Jean Michel Jarre to o nim mówię. W dzisiejszych czasach słowo elektro inaczej się kojarzy i też u mnie znajduje zrozumienie muzyczne- jednym z przedstawicieli tej muzyki (co będzie w następnym poście) jest André Tanneberger czyli ATB czy zespół Air.
 Dziś elektronika w czystym starym wydaniu, którą słuchałem m.in. podczas "Studia el-muzyki" w radiowej "trójce" późnymi porami.

Miejsce 10.
Kraftwerk z całym dorobkiem oczywiście.  Kojarzycie "Autobahn"? Posłuchajcie. Pierwsze elektro szlify. Album powstał 40 lat temu!!! :D Polecam!!!


 
 






Miejsce 9.  
Zazwyczaj keybordziści w zespole zajmują chyba najmniej szanowane miejsce w zespole, bynajmniej taka krąży legenda. Nie dla mnie. Miejsce 9 i 8 to Panowie, bez których zespoły nie miały by prawa bytu

Rick Wakeman z zespołu Yes:

i ex aequo

Hammond w wykonaniu mistrza tego instrumentu : Jon Lord z Deep Purple



 Jak myślicie kto będzie następny? Oczywiście pokłony dla pana Ricka Wrighta z Pink Floyd:

Miejsce 8.  Rick Wright


Wish You .....



Miejsce 7.
Wreszcie polski akcent. Jak odkrywałem Jarre'a to polskim objawieniem wtedy był dla mnie pan Marek Biliński. Słynna wtedy Ucieczka z tropików....
Heh to były czasy. Miałem 10 lat! :D




Miejsce 6.
Zespół odkryty jak większość tu prezentowanych w audycji Pana Jerzego Kordowicza.  Nagrywałem wtedy na magnetofon szpulowy
Mniej więcej coś takiego:

[źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/Magnetofon_szpulowy#mediaviewer/Plik:ZK140-2.jpg]

z sentymentem wspominam...... Tangerine Dream. Przygotujcie się na dłuuuuuuższe słuchanie




 Idąc tropem audycji. Tym razem elektronika trochę łagodniejsza na zupełnie innym instrumencie niż organy. To elektroakustyczna harfa. Czarodziejsko. Polecam też jego album "Air"

Miejsce 5. 
Andreas Vollenweider.



 Za ciosem multinstrumenstalnym, równie z  bogatą wyobraźnią i dorobkiem artystycznym poza granice Józef Skrzek!

Miejsce 4. Józef Skrzek
Tutaj w towarzystwie zespołu SBB. Tu znowu moja teza że wszyscy muzycy są na właściwych miejscach w zespole i żadne nie jest pierwsze ani ostatnie. Po prostu wszyscy tworzą przepiękną atmosferę. Gitara - Apostolis Antymos, Irek Głyk perkusja. Dziękuję Panowie :D



Miejsce 3. 
Mike Oldfield. 
Przebogaty repertuar, kojarzony z tzw. Dzwonami rurowymi. Multistrumentalista.  Nie pamiętam gdzie i kiedy usłyszałem Mike'a ale od razu zasłuchałem się. :D . Dlaczego miejsce 3? może dlatego że lubię też gitarę w jego wykonaniu . Coś innego mniej znanego. 


I zostało dwóch panów. Domyślacie się którzy.

Miejsce 2. Ewangelos Odiseas Papatanasiu czyli Vangelis

"Studio el-muzyki" i niezatarte wspomnienia. Razem z Jonem Adersonem z Yes. Nieśmiertelne "Rydwany Ognia", "Blade Runner", "1492 conquest of paradise"

Dla przypomnienia:


Nie jest zaskoczeniem że miejsce 1 należy do Jean Michel Jarre'a

1. taaak ale co za utwór? Hmmmm. Niezmiennie wywołujący ciarki na rękach, kojarzący się mnie z niezmierzonym wszechświatem. Dla mnie to wszechświat dźwięków. Album z 1977 roku!





[źródło:http://pik.wroclaw.pl/Jean-Michel-Jarre-koncert-Wroclaw-2010-w16236.html]



 Zasłuchałem się......
Dziękuję raz jeszcze za Waszą obecność

Piotrek Floydomaniak Marchewa


czwartek, 12 czerwca 2014

Moje odkrycia cz.4 Gotan Project vol.2

Cześć! 

Na czym to stanąłem w Gotanach? 

  Na drugim wydawnictwie, nie mówię że to drugi album bo to jest DJ set, Inspiracion Espiracion.

  Gotan Project zawsze będzie mi się kojarzył z tym okresem w życiu, gdzie było wszystko ale za to w bardzo krótkim czasie .
Na trzeci album czekałem do 2006 roku. Lunatico - bo to taki tytuł albumu otwiera powolna kawiarniana atmosfera, bardzo zmysłowa i melancholijna zarazem


 
[źródło własne autora]
Później bandeon z hiszpańsko języczną nutą zabiera nas w podróż.  W pierwszym przesłuchaniu tej płyty ciarki na rękach powoduje u mnie kilka utworów. Jednym z nich jest Diferente z równie magicznym teledyskiem 







Następny utwór powala mnie na kolana. Dosłownie czuć jak jesteśmy gdzieś w kawiarni czekając na ukochaną osobę, z którą chciałoby się tańczyć argentyńskie tango, lecz niestety tylko czekamy.


Po tej płycie postanowiłem że muszę zobaczyć i posłuchać Gotan Project na żywo. Pojechałem więc w 2006 roku do Warszawy do Sali Kongresowej. Koncert został przełożony na jesień. Pamiętam przed Kongresową zgromadzili się ludzie, którzy kochają tango, salsę, milongę. To była spontaniczna reakcja. Instruktorzy tańców, którzy też czekali na występ mistrzów nastroju, zorganizowali pokaz i mini naukę tanga dla chętnych, w towarzystwie sączącej się niestety z prywatnych odtwarzaczy muzyki Gotan Project

[źródło własne autora, fot. Piotr Marchewa]

[źródło własne autora, fot. Piotr Marchewa]
Też było magicznie, jak na tango przystało
 Tak później tego roku na jesień koncert już się odbył. Pierwsze spotkanie, wyczekiwanie jak na coś uwielbianego. Wracając do płyty. następny utwór to tytułowy Lunatico. ech.... same nogi tańczą. Posłuchajcie proszę:



Następny utwór zaskakuje. Łączenie nowoczesnego hip hopu z elementami tango argentino. Genialne! Zwłaszcza po którymś przesłuchaniu. 
Płyta cała jest dla mnie magiczna i nostalgiczna, zwłaszcza po ostatnim utworze, którego twórcą jest nie kto inny jak Ry Cooder
 Cztery lata czekałem na następną równie genialną płytę. Tango 3.0. Również byłem na barwnym koncercie lecz emocje były troszkę inne, jakby mniejsze.
Okładka przypomina nam że tango tworzą żywi ludzie i właśnie ich emocje.

 Nastrój na początku jest jakby kontynuacją Lunatico. Miodem dla moich uszu i serca są Rayuela i Desilusión oraz De Hombre a Hombre



 Zespół nie zapomniał też o jakże typowej miłości latynoameryki jaką jest futbol.  Na koniec w rytmie tegorocznego mundialu




 do następnego postu (jeszcze nie wiem jakiego)
 Piotrek Floydomaniak Marchewa







środa, 21 maja 2014

Moje odkrycia cz.4.Gotan Project vol. 1

......

Cześć! Dziś zupełnie inne zjawisko. Tak zjawisko, nie bójmy się tego określenia.

 Zanim powstała muzyka, zwłaszcza ta o której będę pisał, najpierw było uczucie. Uczucie tak wielkie, skomplikowane, które nie daje spać, jeść. Tylko człowiek by tworzył, bawił się, tańczył, walczył.
 Ludzie od wieków swe uczucia  wyrażali tańcem, tańcem który odzwierciedlał co im w duszy gra, później właśnie doszła ta muzyka. Niespokojna, wyrazista, jak ogień rozpalająca zmysły, dająca wiarę i nadzieję a zarazem ból. Piękne zespolenie ciał i umysłów.
  Wiecie o jakiej muzyce mówię. Tak tango. Tango jest tym zakazanym tańcem a połączonym z muzyką brzmi niewiarygodnie.
  Powiem Wam pokrótce. Przeżyłem coś takiego. Taką fascynację kobietą, taką namiętną, porywającą, gorącą a później bolącą....
 Zanim ją jeszcze poznałem gdzieś w Programie Trzecim Polskiego Radia usłyszałem wieczorną audycję. Niesamowite wrażenia, miałem jeszcze w swym dorobku magnetofon i nagrałem tą audycję. Z późniejszych moich dociekań okazało się że to DJ set z płyty "Inspiracion Espiracion". 
 Nie mogłem jej nigdzie znaleźć, za to trafiłem na "La revancha del Tango" z 2001 roku. 
Muszę przyznać, kupiłem ją w ciemno. Zakup okazał się strzałem w 10. Zakochałem się w emocjach zawartych na tej płycie, niejednokrotnie tworząc swoje poezje. Gdzieś w głębi tęskniłem za takimi gorącymi i wyrazistymi uczuciami. Gotan Project subtelnie połączył gorące emocje i tango argentino w mistrzowski sposób.
 To że Gotan rzucił mnie na kolana nie oznacza że zapomniałem o swych Floydowskich korzeniach, to uznałem za rozwój. Po prostu. Coś się kończy i zaczyna. Posłuchajcie
"Del Ruso" Ciekaw jestem czy Wam tak samo się kojarzy....



Ciarki na rękach!!!
Gdzie ja zapodziałem swe teksty? Chcecie?
Cała płyta jest magiczna, gorąca, przepełniona dymem z argentyńskich klubów. Mieszanka wybuchowa. W dodatku okraszona namiętnością. Bandeon połączony z elektroniką. Sentymentalna podróż w głąb samego siebie.
Gotan Project poświęciłem 4 - 5 lat mojej fascynacji. Więc podzielę ją na 2 części. Nie obraźcie się na mnie proszę. Temat wydaje mi się zbyt obszerny, a muzyka na ich przynajmniej 3 płytach wymaga chociaż małej wzmianki.  Emocje jakie usłyszałem to emocje, których mi brakowało i później ich doświadczyłem w najbardziej klasycznej formie tanga....


Ich język, gorący, namiętny. To hiszpański. Później zacząłem się go uczyć by zapomnieć....

Obydwa kawałki pochodzą z płyty : "Inspiración Espiración" To druga płyta mistrzów nastroju.

[źródło: http://en.wikipedia.org/wiki/Inspiración_Espiración]