środa, 21 maja 2014

Moje odkrycia cz.4.Gotan Project vol. 1

......

Cześć! Dziś zupełnie inne zjawisko. Tak zjawisko, nie bójmy się tego określenia.

 Zanim powstała muzyka, zwłaszcza ta o której będę pisał, najpierw było uczucie. Uczucie tak wielkie, skomplikowane, które nie daje spać, jeść. Tylko człowiek by tworzył, bawił się, tańczył, walczył.
 Ludzie od wieków swe uczucia  wyrażali tańcem, tańcem który odzwierciedlał co im w duszy gra, później właśnie doszła ta muzyka. Niespokojna, wyrazista, jak ogień rozpalająca zmysły, dająca wiarę i nadzieję a zarazem ból. Piękne zespolenie ciał i umysłów.
  Wiecie o jakiej muzyce mówię. Tak tango. Tango jest tym zakazanym tańcem a połączonym z muzyką brzmi niewiarygodnie.
  Powiem Wam pokrótce. Przeżyłem coś takiego. Taką fascynację kobietą, taką namiętną, porywającą, gorącą a później bolącą....
 Zanim ją jeszcze poznałem gdzieś w Programie Trzecim Polskiego Radia usłyszałem wieczorną audycję. Niesamowite wrażenia, miałem jeszcze w swym dorobku magnetofon i nagrałem tą audycję. Z późniejszych moich dociekań okazało się że to DJ set z płyty "Inspiracion Espiracion". 
 Nie mogłem jej nigdzie znaleźć, za to trafiłem na "La revancha del Tango" z 2001 roku. 
Muszę przyznać, kupiłem ją w ciemno. Zakup okazał się strzałem w 10. Zakochałem się w emocjach zawartych na tej płycie, niejednokrotnie tworząc swoje poezje. Gdzieś w głębi tęskniłem za takimi gorącymi i wyrazistymi uczuciami. Gotan Project subtelnie połączył gorące emocje i tango argentino w mistrzowski sposób.
 To że Gotan rzucił mnie na kolana nie oznacza że zapomniałem o swych Floydowskich korzeniach, to uznałem za rozwój. Po prostu. Coś się kończy i zaczyna. Posłuchajcie
"Del Ruso" Ciekaw jestem czy Wam tak samo się kojarzy....



Ciarki na rękach!!!
Gdzie ja zapodziałem swe teksty? Chcecie?
Cała płyta jest magiczna, gorąca, przepełniona dymem z argentyńskich klubów. Mieszanka wybuchowa. W dodatku okraszona namiętnością. Bandeon połączony z elektroniką. Sentymentalna podróż w głąb samego siebie.
Gotan Project poświęciłem 4 - 5 lat mojej fascynacji. Więc podzielę ją na 2 części. Nie obraźcie się na mnie proszę. Temat wydaje mi się zbyt obszerny, a muzyka na ich przynajmniej 3 płytach wymaga chociaż małej wzmianki.  Emocje jakie usłyszałem to emocje, których mi brakowało i później ich doświadczyłem w najbardziej klasycznej formie tanga....


Ich język, gorący, namiętny. To hiszpański. Później zacząłem się go uczyć by zapomnieć....

Obydwa kawałki pochodzą z płyty : "Inspiración Espiración" To druga płyta mistrzów nastroju.

[źródło: http://en.wikipedia.org/wiki/Inspiración_Espiración]

niedziela, 27 kwietnia 2014

Moje odkrycia cz.3 RPWL


            Znowu muszę moją głowę popiołem posypać. Wiem, że długie zimowe wieczory już się skończyły, wiem że czekacie długo na mój kolejny post. To dzięki Wam piszę. Dziękuję Wam za nieustanną motywację.
            Dziś za Waszą cierpliwość. Coś z progresu. To już 3 dni po koncercie w Piekarskiej Andaluzji a trzyma nieustannie. Trzyma i powoduje u mnie coś czego dawno słuchając nie miałem. Ciarki na rękach!!!  To oznacza jedno. Znakomite. Zwłaszcza ostatnie wydawnictwo tego zespołu pt. WANTED oraz koncert jakiego byłem świadkiem. Opowiem Wam jak to właśnie było.





RPWL cóż to znaczy?

Rozszyfrowanie tego skrótu zostawiam Wam ale wg mnie to Rock Progresywna Wolność Ludzi :D. Jestem ciekaw Waszych propozycji.

skład:
Yogi Lang - vocal
Kalle Wallner - guitars
Marc Turiaux - drums
Markus Jehle - keyboards
Werner Taus - bass 


o czym ten album? "Wanted" to album od początku do końca koncepcyjny. Tematem płyty są przemyślenia Giuseppe Garibaldiego, który zgłębia zapiski Platona dotyczące Hipokratesa. Hipokrates miał odkryć przepis na lek pozwalający wprowadzić ludzką duszę w świat absolutnej wolności i o tym ta płyta oraz przedstawienie na które porwali nas muzycy. Mój znajomy Grzegorz Bober był też na tym przedstawieniu i udostępnił mi zrobione przez siebie zdjęcia.

    Pełna sala Andaluzji oczekujących na koncert słuchaczy, których wprowadził w nastrój zespół "Corral".
    Później z 5 muzyków z RPWL pojawiła się trójka - zaczęli grać, lecz nagle wbiegł konferansjer i bardzo przeprosił publiczność bo okazało się że zaginął gitarzysta, lecz po chwili  wbiegli ubrani na czarno ludzie jak FBI, z latarkami prowadzący  Kalle'a, a za chwilę Yogiego. 

  Przez cały koncert publiczności dodatkowe wrażenia potęgowane były przez scenografię i choreografię.  Cały album od początku do końca jest jak wspomniałem jednym dziełem , które współgrało ze zmieniającym się klimatem na scenie.
  Co do muzyki - jestem Floydomaniakiem więc bez trudu zauważyłem krążącego ducha Gilmoura. Nagrania na samym krążku są znakomite jednak dopełnione niesamowitą scenerią :

[zdjęcia: Grzegorz Bober]


tworzą  coś na kształt "THE WALL" Pink Floyd. Myślę, że przesłanie WANTED jest bliskie członkom zespołu wszechczasów. 
  Wracając do sedna czyli muzyki - mocne uderzenie które przebija w niektórych utworach nadaje im wyrazistości. Łagodny i melancholijny głos Yogiego doskonale współgra z klawiszami. Cały zespół doskonale uzupełnia się w poszczególnych partiach. W Wanted nie brakuje wielominutowych suit : "Swords and Guns" i "The Attack", które tak charakteryzowały Pink Floydów.

 


Yogi jak na lidera zespołu dał rewelacyjną grę aktorską!!! To było widowisko gdzie każdy odgrywał przypisane role. W trakcie koncertu odbywała się zmiana charakteryzacji członków zespołu, wszystko bez utraty rezonu. 

[zdjęcia: Grzegorz Bober]
 Yogi wkrótce jak można było się domyśleć za działalność wywrotową trafił za kraty:


[zdjęcia: Grzegorz Bober]


 60 minut muzyki na żywo a jak trzyma. Teraz słucham Swords and Guns ... Dziękuję Panowie 
Zespół na pewno lubi przyjeżdżać do Polski, więc tym którzy nie widzieli RPWL na żywo szczególnie polecam pamiętać przy najbliższej okazji. ps. Nie zapomnę przypomnieć ;D



  
  Po raz koleiny powtórzę ciarki na rękach!  To więcej niż polecenie, to obowiązek posłuchać! :D :D :D 

  Czekam z niecierpliwością na Wasze odczucia z trasy oraz z przesłuchiwania najlepszej płyty  RPWL (moim zdaniem)
Piotrek Floydomaniak Marchewa







poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Osobista Lista Przebojów cz.5 Heavy Metal

Taaak, dawno nie pisałem. Bardzo dawno. 
Wiecie zapewne jak to jest... chęci kontra czas. 

  Dziś chciałbym Wam zaproponować moją pierwszą 10 z najostrzejszego gatunku, który słucham
  Może wielu moich znajomych się zdziwi, ale heavy metal gdzieś tam w moim życiu był i bywa, w przeciwieństwie do hip hopu czy transu. 
   Moja dziesiątka to kultowe pozycje metalowe lat 80 i 90. To tzw klasyka heavy metalu, bez której nie widziałbym rozwoju tego gatunku, który ma licznych fanów.  Do nich się nie zaliczam, aczkolwiek od czasu do czasu muszę posłuchać czegoś bardzo bardzo ostrego. 

To jak będzie? chcecie posłuchać?

I jak zwykle dylemat? co wybrać? jaki utwór? Denerwuje mnie to zarówno jak i dodaje energii.

10.  Judas Priest - za charyzmatycznego Roba Halforda, za British Steel, który uważam za ich symbol 
[źródło: http://www.nuclearblast.de]



jak klasyka to klasyka : Painkiller na dziś:



 9.  Proponuję polską ikonę, a właściwie prekursora heavy metalu : Marek Piekarczyk z zespołem czyli TSA

tytuł jak widać i słychać


8. Ostatnia odsłona Ronniego Jamesa Dio w projekcie z muzykami z Black Sabath Heaven&Hell




7. Znowu polski akcent. Jak tu nie wspomnieć o Turbo? Sami przyznacie. Kawaleria Szatana



to co może trochę oddechu?

Miejsce 6.
Nightwish  (z Tarją Turuner) & Within Temptation. Dwie charyzmatyczne wokalistki, w dodatku niebanalnej urody. 
Zawsze powtarzam że jak babka na wokalu w męskim ciężkim heavy metalowym świecie jest to znaczy że coś jest na rzeczy. 
Posłuchajcie:

 Tarja:

i Sharon:

 

5. Będzie przeplatanka - MECH - stylizacja głosu i utworów bliska Ozziego Osbourna 

Zanim muza to porównajcie

Maciej Januszko 
[źródło:http://www.deathmagnetic.pl/wywiady/...]



Ozzy_Osbourne

[źródło:http://en.wikipedia.org/wiki/Ozzy_Osbourne]


Mech - właściwie odkryłem ich stosunkowo niedawno - po albumie z 2005 roku

[źródło:http://mech.art.pl/dyskografia/92-mech-2005]         
 i z tego albumu chciałbym Wam coś zaproponować: 
"Brudna muzyka" niech gra:




Wielka 4 :
Skoro już mowa o Ozzym to na 4 miejscu Black Sabath i niezatapialny  "Paranoid"


Miejsce 3 to teatr snów, teatr wyobraźni. Już same okładki przyciągają potencjalnego słuchacza do sięgnięcia po ich płyty i zapoznanie się z twórczością tej grupy jaką jest Dream Theater. 
Dlaczego ich słucham: trzon zespołu tworzą wyjątkowi artyści w swym rzemiośle:

John  Petrucci  na gitarze, John Ro Myung na basie i Mike Portnoy na perkusji
Wiecie jak lubię wszelkie utwory na organach dlatego też w moim zapleczu muzycznym musi być miejsce dla dwóch pogromców klawiszy: pierwszy Derek Sherinian oraz czarodziej Jordan Rudess.  Muszę dodać że partie wokalne wykonuje aktualnie James LaBrie.

Zapraszam :
 
 
Miejsce 2. 

Metallica. Tego zespołu nie trzeba przedstawiać. Dla mnie starsze albumy. 




1. Żywa legenda . Tak jak w przypadku Metalliki ich nie trzeba przedstawiać. Pamiętam jak dziś, że dostałem od matki chrzestnej dwupłytowe wydawnictwo na płycie winylowej z ich koncertu w Polsce. To był rok 1985. Przed Wami


Iron Maiden

[źródło:http://www.maritimevinyl.ca/2012/12/top-5s-of-2012-andy-bugsy-campbell.html]


 i klasyk nad klasyki:






to byłoby wszystko na dziś - do następnego postu 
Piotrek Floydomaniak Marchewa 
10 przed 10. ;D

piątek, 7 marca 2014

Moje odkrycia cz.2. Bernard Maseli

Przepraszam Cię Beniu, że dopiero w drugiej części umieszczam właśnie Ciebie. :D

Osobiście zacząłem - to prawda. Widzicie z Bernardem to jest tak:

Dopóki nie pozna się tego człowieka, jest to profesor Akademii Muzycznej w Katowicach. Jedną ze specjalnością jaką Bernard Maseli się zajmuje i sprawia mu to dużo "frajdy" jak sam mówi jest WIBRAFON.

Przed pójściem na pierwszy koncert Bernarda słuchałem parę płyt z jego udziałem.To m.in.projekty :
Globetrotters, Colors czy dobrze znany WALK AWAY . Od 20 lat zajmuje pierwsze miejsce w kategorii wibrafon, w ankiecie „Jazz Top” miesięcznika „Jazz Forum”. I tu się w całej rozciągłości zgadzam.
Mój pierwszy koncert, na którym miałem zaszczyt posłuchać Bernarda Maseli na żywo odbył się  w auli koncertowej Śląskiej Akademii Muzycznej w Katowicach w projekcie "Maseli on the road"

Ogromne przeżycie. Oprócz oczywiście świetnej akustyki tego miejsca, poznałem wielu ludzi, którzy czerpią radość ze słuchania. :D. Oczywiście po raz pierwszy usłyszałem Bernarda. Ten niesamowicie skromny człowiek, który swym ciepłem wewnętrznym i ukazaniem miłości do muzyki emanuje na wszystkich. 
 
[zdjęcie udostępnione przez wielbicielkę talentu Bernarda]



Poza tym dużo improwizuje co jest dla mnie bardzo cenne. To samo można powiedzieć o jego uczniach. Jednym z nich jest Irek Głyk, grający z tą samą swobodą na wibrafonie jak i na perkusji.

Dlaczego Bernard stał się dla mnie taki ważny?  Jego muzyka, osobowość, charyzma pozwoliła mi w trudnym okresie życia odzyskać radość z życia. Tak. To bardzo ważne. Od tego czasu jestem na prawie każdym jego koncercie.
Na koncerty przychodzą prawie Ci sami ludzie. To wspaniałe, to magiczne. Koncerty są raczej kameralne i mają swoją duszę i na każdym z nich przechodzą przeze mnie tzw."ciarki". Te bardzo bardzo przyjemne. Dzięki temu Bernard zna każdego z nas :D.

Teraz pytanie co to jest ten wibrafon? Najlepiej przekonacie się udając się na najbliższy koncert Bernarda. To takie elektroniczne cymbałki. Wyglądają mniej więcej tak:

[źródło:http://aainstruments.eu]





Bernard żartuje : jak to jest, że przyszliście oglądać człowieka, który gra na jakiejś desce do prasowania.
Może i wygląda, ale jakie dźwięki wydaje.... Opisać się niestety nie da, bo to mistrzostwo dwóch rąk, dzierżących po dwie pałki wystukujące czarodziejskie dźwięki:


Dla Bernarda bardzo ważny jest kontakt z publicznością, bez której to oczywiste nie było można posłuchać tych wspaniałych brzmień.
Aktualnie Bernard od dłuższego czasu gra w projekcie : Mabaso Trio z Michałem Barańskim na basie i wiecznie uśmiechniętym Dano Šoltisem na przeszkadzajkach i perkusji


 
[plakat promujący trio]


 Więcej o tym niezwykłym człowieku, artyście na http://www.bernardmaseli.com oraz na koncertach. Mam nadzieję, że Wy też tam będziecie.

Na zakończenie specjalne podziękowania dla Marty za zgodę na udostępnienie zdjęcia
i taki mój mały wkład: "Cymbalistów było wielu, lecz nikt nie śmiał przy Bernardzie...."
Piotrek Floydoniak Marchewa




czwartek, 13 lutego 2014

Moje odkrycia cz.1 MOONSTONE

Dzień Dobry Wszystkim!

  Cieszę się niezmiernie że jestem z Wami i Wy ze mną, to fantastyczne dzielić się swoją pasją. Miał być dziś post o heavy metalu, jednak zmieniłem zdanie, będzie on w późniejszym terminie.

  Ponieważ w sobotę mija tydzień odkąd byliśmy na koncercie tego zespołu a emocje jeszcze    nie osłabły więc piszę. Piszę to ze swej perspektywy nie mniej jednak postaram się być obiektywny ( w miarę).
  Piszę z perspektywy słuchacza, miłośnika prog rocka i wszelkich talentów. Odkryć w moim blogu będzie mnóstwo, nie będą to jednak skatalogowane pierwsze 10. W poście postaram umieścić się najwięcej informacji oraz subiektywnych emocji które dostarcza mi dany wykonawca. Już nie gadam. Przed Wami:

MOONSTONE
[źródło: http://www.moonstone.pl]


  Tak jak pisałem na portalu społecznościowym - do ubiegłej soboty (08.02) nie znałem ich twórczości, tylko dzięki zaproszeniu naszego wspólnego znajomego miałem okazję poznać ich muzykę oraz nawet porozmawiać. Zanim przejdę do konkretów. Ciekaw jestem z czym Wam kojarzy się nazwa zespołu?


Mnie na myśl przychodzą takie dwie sugestie (ciekawe jak jest naprawdę?)

a) MOON STONE - księżycowy kamień, piosenka z dzieciństwa a jednocześnie coś tak odległego i pięknego zarazem...
b) możliwe (sam jeszcze nie wiem) zespół nawiązuje w nazwie do dwóch słynnych zespołów w historii rocka : moon od Pink Floydów, stone od Rolling Stonesów. Jestem ciekaw Waszej opinii.

Sobotni  koncert muzycy  zagrali w składzie:

Ziemowit Słomczyński  - gitary, wokal, ukele oraz muzyka i słowa do utworów
Oskar Kowalski -  keyboards
Robert Jadczyk - bass oraz słowa do utworów
Michał Motłoch - wszelkie instrumenty perkusyjne
oraz 
damska część gościnnie - w sobotę raczyła nas swoim głosem Aneta Romańczyk

 [źródło: wkładka do oficjalnej płyty zespołu, wyd. MOONSTONE MUSIC]
Teraz najważniejsza część - jak było.
Było magicznie.  Zespół przedstawił w pierwszej części koncertu swoją nową płytę  "Mysterious Game"  
"Sleepless night" to pierwszy utwór.Całość zaczyna się hammondowym brzmieniem keyboarda, później wchodzą partie gitarowe. W gitarach specjalne przesterowanie nadają moc całemu utworowi. Całości towarzyszą głosy Ziemowita i Anety (szacunek dla tej Pani). 
Powiem tak - super robota, pewnie (ale głowy nie dam) duży wpływ Deep Purple

Drugi utwór -  jest wokalizą. Skojarzenia to przekleństwo ale ja słyszę INSPIRACJĘ  Pink Floydami i utworem "Great gig in the sky". Panowie nie gniewajcie się proszę o te porównania.
To są tylko inspiracje, bowiem czerpiecie z oceanu muzyki, tworzycie co Wam w duszy i w sercu - a to najważniejsze.

Tytułowy utwór jest 3 na trackliście. Wiecie co Panowie? Co mnie się podoba. Narastające tempo utworu, przejścia z sekcji gitar do partii klawiszy i z powrotem. Zaskakujące zmiany rytmu, nie trzymanie się jednego wzorca. Panowie duuży PLUS. 

Następne 2 utwory zaskakują nas bardzo pozytywnie.  Przechodzimy do zupełnie innego klimatu. Ja tu gdzieś słyszę inspirację polskim bigbitem i rhytm&bluesem. Celowy zabieg. Tak myślę. Super zmiana. Słuchacz jest zmuszony pomyśleć o co generalnie chodzi. 

Wiecie już jak bardzo lubię utwory instrumentalne to nic dodać nie muszę do szóstego z kolei utworu na krążku. Dialogi gitar z keyboardem. Ach te brzmenie Hammonda... :D i zmiany tempa. 
A później jest trochę o miłości....z ciepłymi solówkami....

Płyta jak w większości kapel progrockowych jest koncepcyjna i bardzo starannie wydana (z plakatem oraz specjalnym miejscem na autografy)


Resztę posłuchajcie. Dla mnie bomba. Przede wszystkim za zmiany tempa, za big beat połączony z progrockiem, za  całokształt. 

DZIĘKUJĘ i GORĄCO POLECAM!!!!  i na koncertach i na krążku

Piotrek Floydomaniak Marchewa. 

I jeden utwór z pierwszego cd, który cały nam zespół zaprezentował



ps. jakby były jakieś nieścisłości proszę Zespół o wybaczenie. Na pewno sprostuje i poprawię.














wtorek, 4 lutego 2014

Osobista Lista Przebojów cz.4 Coś na ostro :D

Tak moi drodzy!

To już 3 odsłona moich pierwszych dziesiątek. Kto mnie nie zna dobrze zdziwi się, że słucham Hard Rocka i Metalu. Nie mniej jednak są takie dni że potrzebuje czegoś mocniejszego i mrocznego.
Dziś to będzie rock & hard rock.

Co ja zaliczam do tego gatunku
? Pewnie dużo Was się nie zgodzi z moją klasyfikacją, ale to już wliczyłem w ryzyko zawodowe :D. Nie jest łatwe rozgraniczenie gatunków muzycznych przy tej ilości muzyki jaką się otaczam. Teraz moja definicja : hard rock - to coś więcej niż rock, trochę więcej gitar, rytmu. Wiecie o co chodzi? Do tego gatunku wliczam zespoły, które ciężko mi zakwalifikować do pop rocka albo do heavy metalu. To coś pomiędzy.
Więc posłuchajcie. Przedstawiam pierwszą dziesiątkę:

10. ONA.

Odkrycie 1995 roku! Młoda charyzmatyczna wokalistka ze starymi wyjadaczami takimi jak Grzegorz Skawiński, Waldemar Tkaczyk, Wojciech Horny daje popis swych nie tylko wokalnych możliwości. Wszystkie 5 płyt bardzo mi się podobają w większym lub mniejszym stopniu. 
Grzegorz przedstawia super solówki a Agnieszka .... 
posłuchajcie:



9. Linkin Park za całokształt. Pamiętam jak dziś teledyski i muzę. Trwają do dziś i mają niezliczoną rzeszę fanów


8. Znowu polski akcent. Coma


Zespół Coma tak samo bardzo jak ja polubił  Zabrze - bardzo często koncertują w pobliskim CK.Wiatrak.

Charakterystyczny głos, odważne teksty oraz liczne nagrody stawiają ich w czołówce polskiego rocka!



i równocześnie coś z zagranicy czyli Audioslave z Chrisem Cornellem: 




7. The Darkness.
Trochę przebieranek, trochę AC/DC, trochę lat 80. W sumie do samochodu czy na pobudzenie w sam raz.



6.  Whitesnake z nieśmiertelnym Davidem Coverdale'm. Sami przyznajcie jak to bierze i chodzi z tyłu głowy.




5.  System of the Dawn

Kiedyś jechałem z kumplem z pracy i w radio była cała audycja o tym zjawisku muzycznym, jakim jest System of a Down. Powiem tak, niebanalny głos, łamanie konwencji i granic nie tylko muzycznych. Ormianie pokazali bowiem, że wcale nie trzeba mieć korzeni anglosaskich aby móc skutecznie konkurować z wielkimi tuzami. Przed Wami : Serj Tankian i spółka:




4. Jak zawsze odlotowi, Red Hot Chili Peppers

Aż 3 płyty przemawiają do mnie w szczególności: "Californication", dwu płytowy "Stadium Arcadium" no i "By the Way":




3. Emerson Lake& Palmer
Tej super grupy nie trzeba specjalnie przedstawiać. Dodam, że Carl Palmer nie dawno gościł w naszym kraju. Coś z moich ulubionych kawałków.
 




 2. Deep Purple- wahałem się długo czy nie powinni być u mnie na 1. miejscu. W końcu gigant na rockowej scenie. Tak gigant. To nie tylko "Child in time" "Smoke on the Water",
"Knocking at Your Back Door" ale również wielcy ludzie :
Roger Glover, Ian Paice, Ian Gillan, Don Airey, Steve Morse,Jon Lord, Joe Satriani, Ritchie Blackmore, wspaniałe koncerty..... 
Dodam jeszcze swoje 5 groszy. W zeszłym roku tj 2013 wyszedł 13 ich krążek. Spodziewałem się jak w większości przypadków odgrzewanych kotletów. Sporo się pomyliłem. Bardzo dobry Album. Słychać organy  hammonda, wszystko świetnie skomponowane, wszystko ze sobą współgra i to słychać. Muzycy weszli na szczyt swych możliwości
POLECAM!
Utwór z nowej płyty:
 


1. AC/DC. No śmiało! Kto ich nie zna? wszyscy znają. 
Polecam  w całej rozciągłości. W szczególności wracam do samych początków.  Australijskie kangury po prostu skaczą od 1973 roku więc polecam sięgnąć po niedoceniany album. Album, który zapodał kierunek AC/DC. Dla mnie "High Voltage". Kompozytorami prawie całości albumu byli główni wykonawcy Angus Young, Malcolm Young, i Bon Scott.
Zawsze pobudzają więc zawsze 1 miejsce


pozdrawiam i do następnego notowania 
Piotrek Floydomaniak Marchewa
niech moc będzie z Wami
 
[źródło:www.metalsucks.net]


piątek, 24 stycznia 2014

Osobista Lista Przebojów cz.3 Rock Progresywny


Czołem Wszystkim Wiernym Czytelnikom!

Skąd się wzięło u mnie zainteresowanie rockiem progresywnym? Przecież wiecie że słucham nie od dziś Pink Floydów. Także od nuty do nuty (mówi się popularnie od słowa do słowa - ale nie w tym wypadku) gdzieś z tyłu głowy zrodziło się  zainteresowanie rockiem progresywnym i zagranicznym i polskim
Tak jak obiecałem ograniczę się do pierwszej 10.

                                             ROCK PROGRESYWNY

Miejsce 10. 

Zacznę od Collage
Sami powiedźcie kto nie zna Wojtka Szadkowskiego i Mirka Gila. Sami też później udzielali się w różnorodnych projektach ( m.in.: Travellers, Peter Pan, Believe, Satellite), które polecam przesłuchać :D
Utwór, który dobrze znacie  : "Living in The Moonligh" 



Miejsce 9.

Jethro Tull z "Thick as a brick" - co Wy na to? 



 

równocześnie nie można zapominać o współczesnych polskich następcach Jethro Tull - przed Wami zespół Quidam z utworem "Strong together"





Miejsce 8

Dobrze znany miłośnikom progrocka CAMEL. Może Lady Fantasy? z 1974 roku? !!! 








Miejsce 7

Jeden z Projektów Stevena Wilsona czyli Blackfield  z "End of the World"




Miejsce 6

Ta grupa to źródło inspiracji, niewyobrażalnej magii, siły i potencjału Józefa Skrzeka i jego przyjaciół.
To setki wspaniałych koncertów, bardzo bogata dyskografia. Wiecie - mówię o SBB!!
Nie wiem co tu wybrać?
Może? "Moja ziemio wyśniona" - fragment z 1979 roku


Miejsce 5

tu zaczynają się schody..... oooo !!! no właśnie jak schody to tylko Stairway to Heaven i Led Zeppelin
Komentować nie trzeba :D
Wiecznie żywi Page&Plant




Miejsce 4
YES
Panowie (S.Howe,G. Downes, Jon Anderson i  Rick Wakeman) od wielu lat zaliczają się do progrockowych herosów. Dziś wybiorę dla Was najbardziej znany kawałek z albumu "90125":
Owner Of A Lonely Heart

i równocześnie

RPWL  z Rayem Wilsonem
na dziś utwór :"Breathe In, Breatje Out"


W tym miejscu pozwolę sobie na odrobinę prywaty, pozdrawiam Grzegorza!!!

No i pierwsza trójka ....:

Miejsce 3
Marillion

Myślę, że tego zespołu nie trzeba nikomu specjalnie przedstawiać. Dla mnie ponadczasowy i tylko z Fishem. Zgodzicie się?
Jeden z   najsłynniejszych albumów Misplaced Childhood 
Fragment koncertu zapraszam do obejrzenia:


Ech to były czasy...


Miejsce 2
Porcupine Tree


taaak, całość twórczości. Poznałem ich w albumie In Absentia, później "Fear of a Blank Planet", następnie wspaniały koncert na dvd :"Arriving Somewhere...", opowiadania moich znajomych, którzy byli na koncertach. Przeżycie jakich mało. Jak to się mówi włosy się jeżą na głowie i rękach!
Polecam "Sleep Together 

 


Miejsce 1

I dotarliśmy do jedynki. To polski zespół!!!! Panowie (Piotr Kozieradzki, Piotr Grudziński, lMariusz Duda i Michał Łapaj) grają prawie w niezmienionym składzie nieprzerwanie od 2001 roku. Nie pamiętam jak zwykle czy gdzieś słyszałem, czy ktoś mi o nich powiedział, ale zacząłem przygodę od kupna drugiej ich płyty Second Life Syndrom. Dlaczego mi się spodobali? Może dlatego, że zmierzyli się z legendą Pink Floyd? Nie wiem. Byłem na ich dwóch koncertach - po sukcesie właśnie ich drugiej płyty. W Katowicach w starym Mega Clubie w 2006 roku i rok temu w nowym Mega Clubie
Panie i Panowie polecam i mam zaszczyt przedstawić w całej rozciągłości: RIVERSIDE



i taki kawałek:



ps. nie lubię nazywać utworów zespołów progrockowych, instrumentalnych piosenkami. To dla mnie są utwory i już. :D

pozdrawiam
Piotrek Floydomaniak Marchewa